Wyl tylko się uśmiechnęła i pogłaskała mnie po głowie. Wstałyśmy i poszłyśmy dalej. Na korytarz, który był chyba na 1 pietrze. Weszłyśmy do jakiegoś pokoju. Siedziała tam dziewczyna o czerwonych włosach nad książką i jakieś trzy dziewczyny.
- Vam! Zajmij się naszą koleżanką ze swoja ekipą.
- Oho. Dziewczyny mamy gości. - Uśmiechnęła się odkładając książkę.
- Jestem Miko.
- To jest Dix.
-Tris.
- No i Lisa.
- Zostawiam ja w waszych rękach. - Powiedziała Wylona i wyszła.
- Nie martw się, my tylko zajmiemy się twoim make up'em. - Powiedziała Dix.
- Macie pomieszany styl.... - Mruknęłam.
- Co racja to racja, ale w makijażu zawsze się zgadzamy. - Mrugnęła do mnie Lisa.
- Dobra koniec gadania. Miko, zobaczysz się już po metamorfozie całkowitej, ale nie martw się, będziesz piękna.Teraz siadaj. - Powiedziała Vam.
Usiadłam grzecznie.
- Tak, więc Miko... Chciała byś coś o nas wiedzieć? - Zapytała Lisa.
- Przydało by się. - Uśmiechnęłam się.
- Jak widać interesuję się wampiryzmem. Piszę książki, ale nikt mnie nie zna. Gdyby mnie znali to by było gorzej. Głównie przez przeszłość. Dom dziecka i różne takie sprawy. - Powiedziała dziewczyna o czerwonych włosach.
- Dom dziecka? - Zapytałam.
- Moja mama oddała mnie do okna życia. Nikt jej nie zna, a tym bardziej ja. - Odparła.
- Nigdy jej nie szukałaś?
- Nie. Nienawidzę mojej rodziny za to, ze się mnie wyrzekli. - Powiedziała niechętnie.
- Ja za to po poprawczaku zaczęłam tańczyć na różne. - Powiedziała Dix.
- Serio? - Zdziwiłam się.
- Czemu nie? W końcu dobrze płacą, nie dotykają mnie,a ja chodzę ubrana. Płacą mi regularnie. - Wytłumaczyła.
- Czemu byłaś w poprawczaku? - Zaintrygowało mnie to.
- Przyjaciółka powiedziała, że ćpam. W badaniach nic nie wyszło, ale twierdziła, zę to robię, bomoi rodzice byli narkomanami i wiedzieli jak się pozbyć narkotyków z krwi. Oczywiście byłam niewinna, ale ich to nie obchodziło. - Mówiła malując mnie.
- Co z tą przyjaciółką? - Postanowiłam zapytać po chwili.
- Trafiła do psychiatry, po tym jak została zgwałcona gdzieś na ulicy. Do teraz nie wiem kto to, ale podejrzewam, że ktoś z poprawczaka rozgadał moja historię. Dziewczyna nie daje sobie rady w życiu. Nie skończyła szkoły, ani nie ma pracy. - Tłumaczyła dalej.
- W sumie to jest mi jej szkoda. - Powiedziałam, narażając się an opieprz.
- Mnie też, dlatego po otrzymaniu pieniędzy przekazuje skromna część na jej leczenie. - ||Powiedziała.
- Po czymś takim jej jeszcze pomagasz? - Szok dopadł mnie niemiłosierny.
- Nie ważne, w końcu ja się ustawiłam, a ona nie i to prawdopodobnie przeze mnie. - Westchnęła.
- Koniec tych wspominek. Moja historia jest krótka, bo nie pamiętam nic z mojego życia, trafiłam tu rok temu. Błądziłam gdzieś i w końcu mnie tu przygarnęli. Nie pamiętam nawet urywków wspomnień. - Powiedziała Tris.
- Próbowałaś jakiegoś leczenia? - Zapytałam.
- Oczywiście. Jestem adwokatem, pieniądze to nie problem. Nic nie podziałało. - Powiedziała z lekkością.
- Czemu nie masz własnego mieszkania?
- Po co mi? Wolę pomagać innym tutaj. - Powiedziała.
- Diavolo... - Mruknęłam.
- Nie chcą jałmużny. Biedaki, ledwo co im się udaje zarobić na coś do jedzenia. - Kolorowała mi twarz.
- Dobrze wystarczy, teraz ja wykończę. Moje życie jest proste. Trafiłam tu przez przypadek, bo zgubiłam się rodzicom jak miałam 10 lat. Znaleźli mnie jak miałam już 18. Mamy kontakt, ale mieszkam tu. - Powiedziała robiąc mi coś z twarzą.
- Jesteście, wiec przywiązane do tego miejsca? - Zauważyłam.
- Nie ma co się kryć. Wszyscy się wspieramy. - Powiedziała Lisa.