niedziela, 16 lutego 2014

Miko w szkole...



Jak zwykle wstałam o 6, bo problemy ze snem nie chcą w ogóle przejść. Szybko się ubrałam, zjadłam jakieś śniadanie i poszłam pobiegać. Kilka dni temu przybyłam do Tokio. Tłoczne miasto, które żyje 24h. Dla niektórych to trochę męczące, jednak nie dla mnie. Przeniosłam się teraz do lepszej szkoły mimo, ze rodzice nie chcieli się zgodzić. W byłej szkole byłam świetna, jednak nie w tym problem, a  w poziomie szkoły. Przez te oceny ludzie mnie nie znosili. Teraz jednak czas egzaminu, a  co za tym idzie wystarczy mi to, ze stresuję się pisaniem tego, a  nie jeszcze atmosferą w szkole. Rodzice są dość kłótliwi, więc z nimi też nie będzie tu problemów. Stanęłam opierając się o ścianę i szybko oddychając. Musiałam już wracać, bo dochodziła 8,a  ja miałam do szkoły na 9. Wsiadłam w  autobus, byłam po 2 minutach, szybko wzięłam prysznic i się ubrałam odpowiednio. Dziś mój pierwszy dzień w szkole… Ruszyłam mozolnie do szkoły. Bałam się jej, bo widziałam ja tylko jak tu przyjechałam i na zdjęciach, a  to mało. W końcu gdy dotarłam zauważyłam pełno ludzi. To nie tak jak u mnie na wsi, gdzie przychodzi 30 uczniów. Miałam nogi jak z waty, ale szłam z podniesiona głową. Było tu ślicznie, zielono i wszyscy się śmiali. Gdy weszłam już na schody nagle ktoś złapał mnie za torbę i runęłam na ziemię.
- Przepraszam. Wzięłaś TAKĄ torbę?! To nie dopuszczalne, w ogóle nie pasuje Ci do mundurka! – Wykrzykiwała ładna dziewczyna.
- Odczep się od mojej torby! Sama, żeś się ubrała jakby to zlot maniaków mody był! – Wstałam.
- Nie tak agresywnie. – Uśmiechnęła się i podała mi rękę. – Yuki.
- Miko. – Odparłam podając jej rękę.
- Śliczniutkie imię! Kurde, chodź, bo się spóźnimy. – Chwyciła mnie za rękaw i ciągnęła niemiłosiernie.
Gdy dotarłyśmy na miejsce wreszcie stanęłyśmy w drzwiach.
- Nareszcie. – Wzięłam wdech.
Gdy tylko się przyjrzałam szczęka mi opadła. Wszędzie było od groma dekoracji, białych krzesełek i olbrzymi podest na którym siedzieli nauczyciele.
- Ładnie? – Zapytała Yuki.
- P – Pięknie. – Zająkałam się.
- Dziękuję, sama stworzyłam projekt. – Zaśmiała się.
- Yuki – Chan! – Rozległ się głęboki damski głos.
- Yme – Chan!!!! – Yuki rzuciła się na dziewczynę jak młodsza siostrzyczka.
- Kto to? – Zapytała patrząc na mnie.
- Miko – Chan. Jest nowa i postanowiłam się z nią zaprzyjaźnić.
*Chwila, jaka Miko – Chan?!* Zezłościłam się w myślach.
- Witaj w Sakurze Miko – Chan. – Przywitała mnie dziewczyna.
- D-Dzień dobry.- Uśmiechnęłam się.
- To jest Yume. Chodzi do liceum od tego roku, ale spokojnie będzie do nas przychodzić często. – Powiedziała Yuki.
- Fajnie. – Odparłam.
- O! Nasza fantastyczna trójka! Shu! Jordan! Ren! – Wydarła się na cala salę Yuki i wszystkie oczy an nas się zwróciły.
- Yuki! Nie drzyj się tak! - Przypakowałam jej w łeb.
- To normalne w jej przypadku. – Odparła Yume.
- Nie powinna tak robić. – Stałam wkurzona.
- ROKO KRETYNIEEEEEE! – Wydarła się Yume.
Spojrzałam o co chodzi i dostrzegłam chłopaka, który trzymał jakiegoś za gardło przy ścianie. Dziewczyna szybko go uspokoiła, więc to chyba jej chłopak. Odwróciłam się teraz do Yuki, a  tam stała już gromadka chłopaków.
- Chłopaki to Miko – Chan.- Przedstawiła mnie nieustraszona dziewczyna.
- Jestem Ren – Odezwał się cicho jeden.
- Ja Shu. – Uśmiechnął się drugi.
- To Jordan. – Przedstawiła go Yuki, a ja jakbym miała zaraz paść z bladą twarzą uśmiechnęłam się.
Był dałem, taki przystojny, ze wierzyć misie nie chciało, ale pewnie kogoś miał.
- Coś się stało? – Zapytał mój ideał.
- Nie.- Zaśmiałam się nerwowo.
Podszedł i dotknął mojego czoła.
- Jadłaś cos dzisiaj?
- Jadałam.- Odparłam.
- To coś musiałaś potem robić. Co? – Patrzył na mnie przeszywająco.
- Biegałam… - Odwróciłam wzrok.
- Świetnie zdążyłaś wszystko spalić, nie starczy Ci siły na apel. – Wziął wdech.
- Dam radę, zawsze tak robiłam. – szybko szukałam wkrętu.
- Miko – Chan chodź na moment. – Zawołała mnie Yuki.
- Tak? – Podeszłam z ledwością.
- Zakochałaś się w Jordanie, prawda? – Dziewczyna mówiła jakby wiedziała, że to ciężka sprawa.
- No… - Zarumieniłam się z lekka.
- Wiedziałam. Idź z nim do pielęgniarki, da ci wody i wrócicie, apel zaczyna się za 20 minut to zdążycie. – Uśmiechnęła się uroczo.
- Jego dziewczy… - Zaczęłam.
- Jest sam. – Odwróciła mnie do chłopaków.
- Dobra biorę ja, bo wygląda coraz gorzej. – Jordan szybko złapał mnie za rękę i wziął na plecy.
- Dojdę sama. – Moje serce przyśpieszyło.
- Masz miękkie nogi. – Odparł bezdusznie.
- JORDAN! Co się stało. – Podbiegła jakaś dziewczyna.
- Odwal się tępa dzido. – Odparł i odszedł.
Zamurowało mnie. Wydawała się być miła, chyba on jej po prostu nie lubi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz