Po dotarciu do szkoły szybko przebraliśmy buty i chciałam iść do klasy, ale Yuki złapała mnie za rękę.
- Przepraszam. - Szepnęła.
- Za co? - Zdziwiłam się.
- No za tamtego gościa. Nie jest z naszej szkoły, ale już po raz enty jest tutaj. Jak chodziłam z Shu, albo Jordanem to nie podchodził, jak z Renem to czułam się bezpieczniej. Kiedyś jednak byłam sama, wtedy doszło by do nieszczęścia, bo ten chłopak... Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale chciał się na mnie rzucić. Cudem uciekłam.Akurat miał wybity palec i miałam głupie szczęście.- Posmutniała.
Ren podszedł i położył jej na głowie dłoń.
- On ma więcej napalonych kumpli, więc następnym razem nie ma, że idziecie same. - Powiedział Ren.
- Rozumiem. Opiekujecie się Yuki. - Przytuliłam ją.
- Idziemy do klasy. - Powiedział chłopak i zgodnie tam poszliśmy.
Ren jeszcze poszedł do automatu. Po chwili do klasy wleciała zestresowana Yume.
- Yuki! Nic Ci nie jest?! - Podbiegła do niej i obejrzała dłonie.
- Przecież z nią byłem. - Powiedział chłopak z czterema puszkami coli.
- Nie ważne! Następnym razem bardziej uważaj! - Wydarła się Yume.
Ren rozstawił puszki i spojrzał an mnie pytająco.
- Ile kosztowała? - Zapytałam grzebiąc w torbie.
- Nie oddawaj. - Odezwała się Yuki.
- Yuki.... - Starsza od nas o rok dziewczyna się zdziwiła.
- Nie, no co ty. - Zaśmiałam się nerwowo.
- 3 jeny. - Powiedział chłopak.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chyba... - Zaczęłam, ale on zaczął się śmiać.
- Nic mi nie wisisz. Jesteś teoretycznie już w naszej paczce. - Oznajmił.
- Co? - Zatkało mnie.
- Miko, choć pogadać. - Nagle Yume podeszła do mnie.
Wstałam i wyszłyśmy z klasy. Ona szybko przycisnęła mnie do ściany.
- Słuchaj no, Yuki Cie już przyjęła, Ren być może też, ale spróbuj któreś zranić lub zawieść mała gnido to Ci łeb rozwalę.- Syknęła.
- Ja nic... - Zatkało mnie totalnie.
- Dopilnuję byś za szybko nie zdobyła niczyjego serca.- Warknęła i mnie puściła.
Nogi miałam jak z waty i szybko usiadłam na ziemi. Szlochałam jak nienormalna, a ona tylko stała nadal wściekła. Po chwili odeszła,a ja zostałam sama. Nagle ktoś dotknął mojej głowy.
- Co się stało? - Zapytał mnie Shu.
- Nic... - Schowałam głowę jeszcze bardziej.
- Roko czy Yume? - Zapytał.
- Yume. - Powiedziałam niewyraźnie.
- Ta to ma tupet. Nie płacz. - Usiadł obok i podniósł mi delikatnie głowę.
- Nasza paczka jest jak rodzina. Yume jest jak nadopiekuńcza matka i dlatego pokazała zęby.- Tłumaczył.
- Wiem.- łzy nadal mi ciekły po twarzy.
On otarł mi łzy ręką i pomógł wstać.
- Nie załamuj się. Musisz zdobyć w jej oczach uznanie. U Rena szybko Ci poszło, bo pomogłaś mu bronić Yuki. i opiekowałaś się kiedy go nie było. - Uśmiechnął się.
- Naprawdę? - Zapytałam.
- Pewno, a Jordan już tobie ufa. - Poprawił mi włosy.
- Dziękuję Ci. - Przytuliłam się do chłopaka.
Potem zabrzmiał dzwonek i poszliśmy na lekcję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz