Pokierowałem się jak zwykle do głównego wyjścia, by zmienić buty. Jak zwykle cała nasza paczka już czekała, poza jedną niesforną dziewczynkę, która postanowiła wyjść na zakupy.
- Ren, a gdzie Yuki i ta nowa? - Zapytała Yume.
- Yuki zatargała ją na zakupy. - Odpowiedziałem zmieniając obuwie.
- Nie wzięły mnie?! - Przywaliła pięścią w szafeczkę.
- Uspokój się Yume, pewnie Miko nawet nie chciała iść. - Odezwał się Jordan.
- Tu nie o to chodzi! - Dziewczyna tupała wściekle nogami.
- Yume. - Powiedział twardo Roko, który jak zwykle stał jak gdyby nigdy nic i czekał byśmy wreszcie poszli.
- Przepraszam Rokuś. - Nie wiedzieć czemu, zawsze zdrabniała jego imię.
- Idziemy. - Zamknąłem szafkę i ruszyliśmy do domów.
Mieszkaliśmy śmiesznych odległościach, ale bywa. Poszliśmy na autobus, który miał przyjechać dopiero za dwadzieścia minut i jak zwykle zaczęła się rozmowa.
- Widział ktoś może dziś Lindę? - Zapytał Jordan.
- Ja nie. - Odparłem,a reszta za mną.
- Muszę do niej pójść. Na którą jutro macie? - Zapytał.
- Ja mam na 9.00. - Powiedziałem obojętnie.
- Roko na 7.00, a ja na 7.30. - Uśmiechnęła się Yume.
- Ehhhh. - Jordan wyglądał na złego.
- My mamy na 8.00.- Powiedział Shu.
- Czyli idziemy osobno? - Zasmuciła się dziewczyna.
- Na to wychodzi. - Odparłem.
- Yume, idziesz z Roko? - Zapytał czarnowłosy.
- Tak. - Dziewczyna złapała swojego chłopaka za rękę.
- Ren, wybacz,a le masz na jutro naszą ciamajdę i Miko. - Odparł.
- Nie ma opcji. - Powiedziałem.
- Raczej wyboru. Wiesz co się dzieje gdy ona chodzi sama. - Powiedział znużony.
- Będzie z tą nową. - Oparłem się o słup.
- Dokładnie, czyli z kimś kogo nie znamy do końca i szybko ulega Yuki. - Westchnął.
- Niech będzie, ale nie tacham nikomu torby. - Spojrzałem od niechcenia na rozkład jazdy autobusu.
-Dziękuję.- Dodał na koniec.
Jordan zawsze dbał o cała naszą paczkę. Sprawował rolę ojca, Yume matki, Roko starszego brata, za to reszta to takie dzieciaki. Zawsze każdy musiał być z kimś i go wspierać. Szczerze jestem w klasie artystycznej ze wzgląd an Yume i na wysoki poziom. Zawsze kierowano mnie w stronę prawa, gdy się zbuntowałem i uznałem, ze idę w stronę artystyczną rodzice nie szanują mnie tak jak kiedyś. Wiem, ze pójdę na fotografię,a wiedza mi się przyda, a za tym idzie jeszcze nasza modnisia, która zawsze ma dziwne pomysły i się wywyższa. No, ale co poradzić? Takie życie. W końcu przyjechał autobus. Wszyscy szybko weszliśmy,a każdy gadał miedzy sobą, tylko ja jak zwykle stałem cicho, chyba,z ę ktoś miał do mnie jakieś pytania. Po wyjściu z autobusu, jak zwykle poszliśmy do kawiarni i jak zwykle kupiłem tam kanapkę z kurczakiem, reszta swoje przysmaki, po czym czas gonił na przystanek metra, wiec szybko tam doszliśmy. Ja wysiadałem jako pierwszy, no więc nie musiałem za długo się męczyć w tłoku. Dotarłem do domu. Mama na obiad ugotowała jak zwykle Ramen. Zjadłem i poszedłem grać w OSU!, po czym kąpiel i sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz