Poznając kolejnych ludzi zostałam skończona. Spotkałam sie z Wyloną i porozmawiałyśmy. Dała mi ubrania na następny dzień do szkoły. Po tym wróciłam do domu. Wzruszyły mnie te wszystkie historie i zadzwoniłam do rodziców. Porozmawiałam z nimi godzinę i poszłam spać. Następnego dnia spojrzałam w lustro i nie widzieć czemu uśmiechnęłam się. Makijaż wodoodporny, więc utrzyma się długo. Ubrałam sie w strój od Wyl i rano wszyłam z odwagą w oczach. Mimo złamania regulaminu szkolnego i zmiany własnej osoby, to było miłe uczucie. Weszłam do klasy i wszyscy się na mnie z powagą spojrzęli. Nie interesowałomnie to. Yki przyszła po dzwonku, gdy mieliśmy już lekcje. Jej oczy były zaczerwienione i puste,a gdy spojrzała na mnie złapała sie za usta, ale nic nie powiedziała. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła.Spodziewałam się, że na przerwie bedzie chciała pogadać,ale o dziwo nie. Za to Yume poprosiła mnie o spotkanie. Przyszłam na dach,a ona juz tam siedziała.
- Miko! - Odwróciła się,a gdy na mnie spojrzala zadrżała.
- Tak. - Odparłam pewna siebie.
- Co... Co się z Tobą stało? - Zapytała przerażona.
- Nic. Co chciałaś? - Zmieniłam temat.
- Chciałam przeprosic, za moje zachowanie. Yuki naprawdę chce sie z Toba przyjaźnić, to ja przesadziłam. Na prawdę nie chciałam. - Przy ostatnim zdaniu popłakała się i usiadła na ziemi.
Zrobiło mi się jej żali i złapałam ją za dłonie i odsłoniłam.
- Nic sie nie stało. Martwiłaś się o nią, bo jest bardzo ufna, ale naprawdę nie chciałam źle. - Odparłam.
- Miko! - Dziewczyna rzuciła mi się na szyję. - Przepraszam.
Przytuliłam ją, a potem wruciłyśmy do swoich klas. Po Yuki nadal było widać pustkę, co do Rena to spogladał na nią smutno. Po kolejnej lekcji Yuki wybiegła z klasy. Miałyśmy mieć dzień sportu. Gdy wyszłam ubrana w ten dziwny strój podeszła do mnie Yume i reszta, niestety nie było osoby, która była w tej chwilii najważniejsza.
- Wszystko okej? - Zapytał Roko.
- Tak, chcę znaleźć Yuki. - Zacinąsęłam pieść.
- Miko, co do stroju... - Powiedział Shu.
- Aaaa, zapomniałabym. To tylko na dzis i wczoraj. - Uśmiechnęłam się, myśląc o wczorajszej rozmowie.
*-Wyl, ale to tylko na dwa dni.
- Heh, widzę, zę chcesz wrócic do reszty.
- Nie...
- Spokojnie, wiedziałam, zę tak bedziesz. Specjalnie Cię tu zaprosiłam, byś trochę odpoczęła.
- Dziękuję.
- Trzymaj się.*
Nagle poczułam rękę an ramieniu.
- Pomożemy Ci, Yuki jest an dachu. - Powiedział Jordan.
Uśmiechnęłam się i szybko pobiegłam na dach. Biegnąc myślałam tylko nad tym co ona myśli, co powiedzieć, czy wszystko się ułoży. Gdy dobiegłam na miejsce, ona stała i szlochała.
- Yuki! - Wydarłam się, a ona się odwróciła.
Jej oczy rozbłysły, ale ta pustka nadal tam była.
- Przepraszam, to moja wina. Trochę byłam zestresowana. Powinnam była Cię wysłuchać. Nie powinnam lekceważyć naszej przyjaźni, która dopiero przed nami. Mam nadzieje, zę mi wybaczysz i wszystko bedzie dobrze.- Powiedziałam z głębi serca.
Dziewczyna podbiegła do mnie i szybko przytuliła.
Oto Miko w innym wydaniu :P:
Prawdziwe piekło jest wewnątrz człowieka.
środa, 30 lipca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
Tylko co....
Po skończonym makijażu poszłam dalej, poznałam kolejne wspaniałe osoby. Każdy z nich miał ciekawą historię.Mimo, ze wszyscy tutaj mieszkający ludzie byli chodzącą patologią, nie są źli.Osoby, które tu siedziały były strasznie silne psychicznie i fizycznie. Nie mam pojęcia jak oni wytrzymują z taką przeszłością. Słyszałam jednak o wielu samobójstwach tutaj. Nawet zadrżało się, że byli porywani. Nie wyobrażalne jest dla mnie to wszystko co oni czują.
* Rebeca, mimo tego, że straciła wszystkich przyjaciół przez to, że raz odepchnęła od siebie przyjaciółkę, dalej jest przyjacielska.
* Irys, mimo, że brała to z tego wyszła i dalej uprawia sport.
* Rebeca, mimo tego, że straciła wszystkich przyjaciół przez to, że raz odepchnęła od siebie przyjaciółkę, dalej jest przyjacielska.
* Irys, mimo, że brała to z tego wyszła i dalej uprawia sport.
* Alie, kocha zwierzęta, mimo, że rodzice traktowali je lepiej niż ją...
* Daria... Zaszła w ciążę w wieku 14 lat.. Przez to rodzice wyrzucili ją z domu, niestety nigdy nie dowiedzieli się o gwałcie....
Było też wielu chłopaków, którzy byli dla mnie mili. Chociaż nie wyglądali na takich.
* Sho, miał ojczyma mafiozem. Jego matkę zabito, kiedy miał 13 lat, a ojczym się załamał i zaczął go uczyć, jak być dobrym szefem mafii. Gdy miał już 16 lat, jego ojczym popełnił samobójstwo,a on odziedziczył jego posadę. Do teraz się tym zajmuje, ale jest pogodny.
* Knife, mimo tego, że był katowany w dzieciństwie, to teraz gra w hockey i lubi boks.
* Jest też Antony, który miał dużo problemów w szkole. Zawsze był samolubny i egoistyczny. Zdążył nawet siedzieć w poprawczaku. Stamtąd ma tatuaż.
Pierwszy raz poznałam tylu ludzi na raz, którzy mnie akceptują... Naprawdę się cieszę, tylko co z Yuki...
niedziela, 1 czerwca 2014
Czas na twarz i kolejne historie!
Wyl tylko się uśmiechnęła i pogłaskała mnie po głowie. Wstałyśmy i poszłyśmy dalej. Na korytarz, który był chyba na 1 pietrze. Weszłyśmy do jakiegoś pokoju. Siedziała tam dziewczyna o czerwonych włosach nad książką i jakieś trzy dziewczyny.
- Vam! Zajmij się naszą koleżanką ze swoja ekipą.
- Oho. Dziewczyny mamy gości. - Uśmiechnęła się odkładając książkę.
- Jestem Miko.
- To jest Dix.
- Vam! Zajmij się naszą koleżanką ze swoja ekipą.
- Oho. Dziewczyny mamy gości. - Uśmiechnęła się odkładając książkę.
- Jestem Miko.
- To jest Dix.
-Tris.
- No i Lisa.
- Zostawiam ja w waszych rękach. - Powiedziała Wylona i wyszła.
- Nie martw się, my tylko zajmiemy się twoim make up'em. - Powiedziała Dix.
- Macie pomieszany styl.... - Mruknęłam.
- Co racja to racja, ale w makijażu zawsze się zgadzamy. - Mrugnęła do mnie Lisa.
- Dobra koniec gadania. Miko, zobaczysz się już po metamorfozie całkowitej, ale nie martw się, będziesz piękna.Teraz siadaj. - Powiedziała Vam.
Usiadłam grzecznie.
- Tak, więc Miko... Chciała byś coś o nas wiedzieć? - Zapytała Lisa.
- Przydało by się. - Uśmiechnęłam się.
- Jak widać interesuję się wampiryzmem. Piszę książki, ale nikt mnie nie zna. Gdyby mnie znali to by było gorzej. Głównie przez przeszłość. Dom dziecka i różne takie sprawy. - Powiedziała dziewczyna o czerwonych włosach.
- Dom dziecka? - Zapytałam.
- Moja mama oddała mnie do okna życia. Nikt jej nie zna, a tym bardziej ja. - Odparła.
- Nigdy jej nie szukałaś?
- Nie. Nienawidzę mojej rodziny za to, ze się mnie wyrzekli. - Powiedziała niechętnie.
- Ja za to po poprawczaku zaczęłam tańczyć na różne. - Powiedziała Dix.
- Serio? - Zdziwiłam się.
- Czemu nie? W końcu dobrze płacą, nie dotykają mnie,a ja chodzę ubrana. Płacą mi regularnie. - Wytłumaczyła.
- Czemu byłaś w poprawczaku? - Zaintrygowało mnie to.
- Przyjaciółka powiedziała, że ćpam. W badaniach nic nie wyszło, ale twierdziła, zę to robię, bomoi rodzice byli narkomanami i wiedzieli jak się pozbyć narkotyków z krwi. Oczywiście byłam niewinna, ale ich to nie obchodziło. - Mówiła malując mnie.
- Co z tą przyjaciółką? - Postanowiłam zapytać po chwili.
- Trafiła do psychiatry, po tym jak została zgwałcona gdzieś na ulicy. Do teraz nie wiem kto to, ale podejrzewam, że ktoś z poprawczaka rozgadał moja historię. Dziewczyna nie daje sobie rady w życiu. Nie skończyła szkoły, ani nie ma pracy. - Tłumaczyła dalej.
- W sumie to jest mi jej szkoda. - Powiedziałam, narażając się an opieprz.
- Mnie też, dlatego po otrzymaniu pieniędzy przekazuje skromna część na jej leczenie. - ||Powiedziała.
- Po czymś takim jej jeszcze pomagasz? - Szok dopadł mnie niemiłosierny.
- Nie ważne, w końcu ja się ustawiłam, a ona nie i to prawdopodobnie przeze mnie. - Westchnęła.
- Koniec tych wspominek. Moja historia jest krótka, bo nie pamiętam nic z mojego życia, trafiłam tu rok temu. Błądziłam gdzieś i w końcu mnie tu przygarnęli. Nie pamiętam nawet urywków wspomnień. - Powiedziała Tris.
- Próbowałaś jakiegoś leczenia? - Zapytałam.
- Oczywiście. Jestem adwokatem, pieniądze to nie problem. Nic nie podziałało. - Powiedziała z lekkością.
- Czemu nie masz własnego mieszkania?
- Po co mi? Wolę pomagać innym tutaj. - Powiedziała.
- Diavolo... - Mruknęłam.
- Nie chcą jałmużny. Biedaki, ledwo co im się udaje zarobić na coś do jedzenia. - Kolorowała mi twarz.
- Dobrze wystarczy, teraz ja wykończę. Moje życie jest proste. Trafiłam tu przez przypadek, bo zgubiłam się rodzicom jak miałam 10 lat. Znaleźli mnie jak miałam już 18. Mamy kontakt, ale mieszkam tu. - Powiedziała robiąc mi coś z twarzą.
- Jesteście, wiec przywiązane do tego miejsca? - Zauważyłam.
- Nie ma co się kryć. Wszyscy się wspieramy. - Powiedziała Lisa.
sobota, 31 maja 2014
Brutalne życie.
Gdy weszliśmy do środka dwóch chłopaków grało w coś na... PLAŹMIE. Ciekawe skąd wzięli pieniądze.
- Tam gra Mes.
- Tam gra Mes.
- Z nim gra jego najlepszy przyjaciel Ardi.
- Jak skończą grać to wrócą do żywych. - Zażartował Ras.
- Czemu? - Spojrzałam na niego.
- Jak zaczynają grę to tak jakby znajdowali się w niej. Dlatego mają plzamę. Zbierali na nią już od małego, więc jak połączyli pieniądze to kupili ją. Konsole to tam od rodziców, ale tak to sami uzbierali tą kwotę. - Wytłumaczył.
- Niesamowite! Muszą naprawdę to kochać. - Przyjrzałam się im.
- Nie tyle co kochać, mają już objawy obsesji. - Westchnęła jakaś dziewczyna.
- Bu, nie musisz od razu tak tego widzieć.- Powiedział Ras.
- Tak, ty zawsze patrzyłeś na nich jak na dzieciaki.- Odparła.
- Przesadzasz. - Machnął ręką.
- Miło Cię poznać. Jestem Miko. - Przedstawiłam się.
- Buona. Mi również. - Powiedziała cicho.
- Czemu Ras powiedział na Ciebie Bu? - Zapytałam.
- Mówimy sobie skrótowcami. Ras, czyli Rasel. Tak jest prościej.
- To są tylko ksywki? - Zapytałam.
- Nie, to nasze prawdziwe imiona, tylko czasem je trochę modyfikujemy. - Powiedziała równie cicho jak wcześniej.
- Rozumiem, a czemu mówisz tak cicho?
- Nie wiem, mam tak od zawsze. - Odpaliła papierosa.
- No Miko, czas poznać resztę bandy, jest nas bardzo dużo, zajmujemy ponad 20 pokojów. - Powiedziała Wylona.
- Tak dużo? - Zdziwiłam się.
- Niestety, wszyscy jesteśmy wyrzutkami, więc jest nas sporo. - Powiedział Ras.
Nagle ktoś wszedł i był ciężko ranny!
- Diavolo! Znowuż się gdzieś szlajałeś!? To znowu oni?! - Krzyczała jakaś dziewczyna.
- Nie tym razem jakieś inne poczwary. - Odezwała się dziewczyna, która weszła prosto przed Diavolo.
- As! Ciebie też pobili? - Zdziwił się Ras.
- Nie ważne, Cloe zajmij się moim bratem. - Powiedziała biało włosa.
- Co się dzieje? - Zdziwiłam się.
- Spokojnie, usiądź, zaraz Ci wszystko wytłumaczę. - Powiedziała Wylona.
Kiedy usiadłyśmy inni już biegali.
- Diavo jest bardzo słaby, wiec często atakują go gangi, które tu mieszkają. Cloe to nasza jakby pielęgniarka. Zna się na tym, wiec jej ufamy. Za to As to siostra Diavolo, też jest dość słaba, choć na taką nie wygląda. Razem spłacają długi ojca.
- Czy można im jakoś pomóc? - Zapytałam.
- Nie zlikwidujesz wszystkich gangów w okolicy. Prawdopodobnie ponad 50% zna to rodzeństwo, bo są zadłużeni przede wszystkim właśnie w takich korporacjach. - Odparła.
- Czemu większość ludzi z tego hotelu to wyrzutki? - Zapytałam.
- Każdy z nich pochodzi z patologicznej rodziny, niektórzy mają za sobą tragiczne przeżycia. Między innymi jedna dziewczyna, która jest przyzwyczajona tylko do mnie. Jej ojciec ja molestował,a matka była w depresji. Nie umiała jej pomóc, siedziała tylko cicho w koncie. - Powiedziała ze smutkiem.
- Czemu jej tata to robił? Czemu nie pomagał jej mamie? - Do oczu napłynęły mi łzy, nigdy nie byłam w stanie czegoś takiego zrozumieć.
- Nie dawał sobie rady z jej matką, ona nie pozwalała mu się nawet dotknąć, wyładowywał się wtedy na córce. - Złapała mnie za rękę, bo po policzkach spływały mi łzy.
- Przepraszam, jestem nadwrażliwa. - Otarłam szybko łzy.
piątek, 30 maja 2014
Pierwsze odwiedziny.
Po męczących lekcjach i ucieczkami przed Yuki spotkałam się z moja nową koleżanką. Powitała mnie serdecznie i poszłyśmy do jej znajomego, który czekał w pięknym samochodzie.
- Hej, hej. - Uśmiechnął się.
- To jest Miko. Jest z 3 gimnazjum. - Przedstawiła mnie koleżanka.
- Miło mi. - Powiedziałam z uśmiechem.
- Mi też. Ras.- Również sie uśmiechnął, po czym zgasił papierosa i wsiedliśmy do samochodzu.
- Miko, nie zdziw sie, ale mamy trochę dziwnych znajomych. Proszę, wiec byś nie oceniała po wygladzie, bo są dobrymi ludźmi. - Powiedział chłopak
- Dobrze. Daleko jedziemy? - Zapytałam.
- Heh, widzę, ze nie możesz sie doczekać? - Pokazała zęby.
- Zgadza sie. - Również pokazałam ząbki.
- To nie daleko, mamy melinę w opuszczonym hotelu. - Odparł.
- Opuszczonym? - Zadrżałam.
- Jest prąd, woda i wszystko działa, bo to udoskonaliliśmy. Spokojnie, nie straszy tam. - Powiedział nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Gdy dojechaliśmy nie dało sie ominąć wzrokiem trzech dziewczyn i chłopaka pielęgnujących trawę.Szczerze mnie to zdziwiło.
- Hej! To jest Miko. Dołączy do nas. - Oznajmiła Wylona.
- Wyl, wiec widzę, ze znalazłaś nową koleżankę. - Podeszła do nas pierwsza dziewczyna.
- To jest Karen.- Przedstawiono mi ją.
- To jest Miko. Jest z 3 gimnazjum. - Przedstawiła mnie koleżanka.
- Miło mi. - Powiedziałam z uśmiechem.
- Mi też. Ras.- Również sie uśmiechnął, po czym zgasił papierosa i wsiedliśmy do samochodzu.
- Miko, nie zdziw sie, ale mamy trochę dziwnych znajomych. Proszę, wiec byś nie oceniała po wygladzie, bo są dobrymi ludźmi. - Powiedział chłopak
- Dobrze. Daleko jedziemy? - Zapytałam.
- Heh, widzę, ze nie możesz sie doczekać? - Pokazała zęby.
- Zgadza sie. - Również pokazałam ząbki.
- To nie daleko, mamy melinę w opuszczonym hotelu. - Odparł.
- Opuszczonym? - Zadrżałam.
- Jest prąd, woda i wszystko działa, bo to udoskonaliliśmy. Spokojnie, nie straszy tam. - Powiedział nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Gdy dojechaliśmy nie dało sie ominąć wzrokiem trzech dziewczyn i chłopaka pielęgnujących trawę.Szczerze mnie to zdziwiło.
- Hej! To jest Miko. Dołączy do nas. - Oznajmiła Wylona.
- Wyl, wiec widzę, ze znalazłaś nową koleżankę. - Podeszła do nas pierwsza dziewczyna.
- To jest Karen.- Przedstawiono mi ją.
- Tam stoi Bionda.
- No i Nero, jest mało gadatliwa, ale ma swój urok.
- Ma piękne oczy. - Powiedziałam.
- Dziękuję. - Odparła.
- Chyba Cie polubiła. - Powiedział Ras, klepiąc mnie po głowie.
- No i Dolce. Jest Albinosem.
- Miło mi was poznać. - Uśmiechnęłam się najserdeczniej jak tylko umiałam.
czwartek, 29 maja 2014
Czy coś się zmieni?
Po wejściu do domu wzięłam głęboki oddech. Oni mi bardzo pomagają.... Wzięłam prysznic i poszłam spać. Gdy nazajutrz się obudziłam, poszłam pobiegać. Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w mundurek, po czym wyszłam z domu. Gdy zajrzałam do komórki miałam 10 połączeń nieodebranych i 5 wiadomości, tak jak się spodziewałam od Yuki.. Nie przeczytałam ani jednego sms'a, od razu usunęłam, ponieważ nie chciałam jej dobroci, za bardzo by mnie to wszystko bolało. Pojechałam do szkoły. Gdy przebierałam buty nagle ktoś przy mnie się pojawił.
- Przepraszam za wszystko. - Yume schyliła głowę.
- Eh? Ja przepraszam, nie chciałam Ci nic odebrać, ani być problemem. - Do oczu znowu napłynęły mi łzy i uciekłam.
Pobiegłam do klasy, Yuki na moje szczęście tam nie było.
- Miko. - Ktoś mnie zawołał.
-Tak? - Odwróciłam się.
- Dziś mamy zebranie dotyczące Ciebie i proszono mnie o to bym Ci przekazał tą informację. - Powiedział Cris.
- Mnie? - Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Yuki Ci nie tłumaczyła? - Zapytał.
- Nie... - Moje oczy zaszły mgła rozkojarzenia.
- Dobra,w takim razie... To zebranie dotyczy Ciebie, ponieważ ocenimy twoje umiejętności i twój poziom. W ten sposób, albo zostaniesz zaakceptowana, albo nie. - Wytłumaczył.
- Co się stanie jeśli nie zostanę zaakceptowana? - Zapytałam z ciekawością.
- Wtedy będziesz traktowana jak popychadło, a żaden nauczyciel nie może nam zwrócić uwagi. - Powiedział.
- Co? Będę mogła jakoś to zmienić? - Miałam wrażenie, że się popłaczę.
- Nikomu się to nigdy nie udało. - Zesmutniał.
- Niemożliwe. - Kucnęłam i zakryłam dłońmi oczy.
- Spokojnie, jeszcze nie znasz naszej decyzji. - Położył mi dłoń na głowę.
- To nie ma znaczenia, jestem na gorszym poziomie niż wy, nie mam szansy się wybić, jeszcze zaległości. - Zaczęłam szlochać.
- Miko! Co jest? Cris! Coś ty jej powiedział! - Usłyszałam wkurzoną Yuki, która natychmiast mnie przytuliła.
Ja za to jakimś cudem jej uciekłam, nie przewracając jej i pobiegłam do łazienki totalnie załamana. Schowałam się w jakiejś kabinie i rozryczałam się na maksa. Nagle ktos wszedł do łazienki i kabiny obok mnie.
- Hej. - Usłyszałam i spojrzałam w górę.
Siedziała tam dziewczyna z uśmiechem i papierosem w dłoni..
- Przepraszam za wszystko. - Yume schyliła głowę.
- Eh? Ja przepraszam, nie chciałam Ci nic odebrać, ani być problemem. - Do oczu znowu napłynęły mi łzy i uciekłam.
Pobiegłam do klasy, Yuki na moje szczęście tam nie było.
- Miko. - Ktoś mnie zawołał.
-Tak? - Odwróciłam się.
- Dziś mamy zebranie dotyczące Ciebie i proszono mnie o to bym Ci przekazał tą informację. - Powiedział Cris.
- Mnie? - Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Yuki Ci nie tłumaczyła? - Zapytał.
- Nie... - Moje oczy zaszły mgła rozkojarzenia.
- Dobra,w takim razie... To zebranie dotyczy Ciebie, ponieważ ocenimy twoje umiejętności i twój poziom. W ten sposób, albo zostaniesz zaakceptowana, albo nie. - Wytłumaczył.
- Co się stanie jeśli nie zostanę zaakceptowana? - Zapytałam z ciekawością.
- Wtedy będziesz traktowana jak popychadło, a żaden nauczyciel nie może nam zwrócić uwagi. - Powiedział.
- Co? Będę mogła jakoś to zmienić? - Miałam wrażenie, że się popłaczę.
- Nikomu się to nigdy nie udało. - Zesmutniał.
- Niemożliwe. - Kucnęłam i zakryłam dłońmi oczy.
- Spokojnie, jeszcze nie znasz naszej decyzji. - Położył mi dłoń na głowę.
- To nie ma znaczenia, jestem na gorszym poziomie niż wy, nie mam szansy się wybić, jeszcze zaległości. - Zaczęłam szlochać.
- Miko! Co jest? Cris! Coś ty jej powiedział! - Usłyszałam wkurzoną Yuki, która natychmiast mnie przytuliła.
Ja za to jakimś cudem jej uciekłam, nie przewracając jej i pobiegłam do łazienki totalnie załamana. Schowałam się w jakiejś kabinie i rozryczałam się na maksa. Nagle ktos wszedł do łazienki i kabiny obok mnie.
- Hej. - Usłyszałam i spojrzałam w górę.
Siedziała tam dziewczyna z uśmiechem i papierosem w dłoni..
- Kim jesteś? - Zapytałam ocierając łzy.
- Nie ładnie, nawet się nie przywitałaś. - Pokręciła głową.
- Hej.... - Powiedziałam nadal z drgająca tonacja głosu.
- Lepiej. Jestem Wylona. - Powiedziała.
- Ja nazywam się Miko. - Przedstawiłam się.
- Tak wiec Miko, czemu płaczesz? - Oparła się o ścianę.
- Jestem w klasie artystyczne... - Powiedziałam.
- I jesteś nowa. To wszystko tłumaczy.
- Naprawdę? - Zdziwiłam się.
- Tak, wszyscy co tam chodzą maja przerąbane. Ładniej mówiąc. Każdy z nich przeżywał piekło jak przyszedł do 1 klasy gimnazjum. Mimo, ze wzbudzali respekt, to musieli trzymać się zasad, nie mogli u nikogo zyskać żadnej nagany, nawet uczniowie z wyższych klas musieli ich jakoś szanować... Jednak chyba wiesz, że to oni samodzielnie pracują na ten respekt. - Spojrzała się na mnie obojętnie.
- Czyli...
- Tak, to co ty odczuwasz aktualnie to nic. - Powiedziała.
- Jestem w klasie muzycznej. Każdy u mnie ma zaje w klasie pod względem nauki, jednak nie pod względem muzycznym.
- Jesteś licealistką? - Zapytałam.
- Tak, druga LO się kłania.
- Czemu ze mną rozmawiasz? - Byłam lekko zdezorientowana.
- Płaczesz i wyglądasz na słabą, nie wspominając o twoich problemach. Jak ja przeżywałam ten okres miałam przyjaciół, twoi nie są jeszcze do Ciebie przywiązani. - Odparła.
- Masz chyba rację... - Odparłam.
- Pewnie, że mam. Nauczę Cie paru rzeczy. - Powiedziała gasząc papierosa o ścianę nas dzielącą.
- Naprawdę? - Uradowałam się.
- Tak,chcesz zmienić styl? - Zeskoczyła na dół.
- Na jaki? - Zapytałam.
- Mój. - Powiedziała, a ja wyszłam z kabiny.
- Mogę spróbować.- Powiedziałam patrząc w jej lustrzane odpicie.
- Dobra, to odstawie Cię do klasy i po szkole wpadasz do mojego towarzystwa. Laski porobią Ci fryzurki i wybiorą ciuszki, chłopacy doradzą co i jak.
- Nie wiem.... - Pomyślałam realnie.
- Nie masz wyboru, chodź. - Machnęła ręką.
Gdy ją dogoniłam wszyscy patrzyli się na mnie i moją nową koleżankę ze zdziwieniem, jakbym nie wiem co dziwnego robiła.
_ Dokończę to opo jak najszybciej! :*_
środa, 28 maja 2014
Opiekuńczy Jordan.
- Ren gdzie jest Yuki i Miko? – Zapytałem.
- Nie wiem, każda uciekła gdzieś w inną stronę znając życie.
– Odparł.
- Wiem gdzie będzie Yuki. – Powiedział Shu.
- Dobra to ty Ren idź zis do domu, masz wolne. Shu zajmij
się Yuki. Ja poszukam Miko. – Odparłem.
Ruszyłem w stronę wejścia głównego szkoły. Oczywiście rozpętała
się ulewa, posiadanie kurtki przeciwdeszczowej w takim momencie to zbawienie.
Gdy doszedłem do głównego wejścia, moją uwagę przykuła osoba leżąca w ulewę, na
piasku. Niestety, to była Miko. Próby ocucenia jej nic nie dały, tak więc
zdjąłem moją kurtkę i założyłem na nią, po czym wziąłem dziewczynę na plecy.
Nie wiedziałem gdzie mieszka, a że w
domu była moja mama to uznałem, że mi pomoże. Zaniosłem ją do siebie. Gdy mama
otworzyła drzwi natychmiast zapytała co się stało.
- Nie mam pojęcia, straciła przytomność na ulewie. –
Powiedziałem odkładając ją na krzesło.
- Przygotuj ręcznik i kąpiel. – Powiedziała, a sama poszła po coś do siebie, do pokoju.
Zająłem się tym, napuściłem wody i znalazłem w szafce
ręcznik. Mama zabrała ją do łazienki, zanurzyła w wodzie, po czym ubrała w dużą
koszulkę i spodenki. Moja mama mimo, iż ma 28 lat jest niską i szczupłą
kobietą, tak więc Miko weszła w jej ubrania bez problemu. Przeniosłem ją do
siebie i położyłem do łóżka. Mama wzięła ciepłą wodę z ręcznikiem w misce i
zaniosła do pokoju. Użyła tego jako okład. Przygotowała jakieś leki i wyszła po
herbatę. Ja natomiast poszedłem posiedzieć z dziewczyną. Była strasznie blada
i wyglądała na wycieńczoną. Moja szkoła daje jej za dużo atrakcji. Nagle mama
wróciła i zaczęła się krzątać w kuchni. Miko otworzyła powoli oczy.
- Witaj. – Uśmiechnąłem się.
- Co się dzieje? – Zapytałam.
- Znalazłem Cię przed szkołą jak leżałaś nieprzytomna w
deszczu. – Odparłem spokojnie.
- Gdzie jestem? – Rozglądała się.
- U mnie. – Westchnąłem.
- Przebrałeś mnie! – Zaczerwieniła się.
- Nie, to moja mama. Akurat jest dzisiaj w domu. Wyjeżdża
wieczorem. – Uspokoiłem ją.
- Oh! Wstałaś. – Moja mama weszła z tacą, na której była herbata
z lekami i jakaś zupa.
- Eto… Dziękuję bardzo za opiekę, ale nie trzeba. –
Pochyliła głowę.
- Nie przejmuj się, czasem to kobieta potrzebuje opieki, a nie mężczyzna. – Powiedziała mama.
Miko uśmiechnęła się, po czym wzięła leki i zjadła zupę.
- Co się stało? – Zapytałem w końcu.
- Bo… Yume kazała mi się trzymać od was z daleka i mówiła,
że mi nie ufa… Mimo, że Yuki jest taka miła i dobra, to nie mogłam tak po
prostu odebrać ją Yume… Dużo też tego w szkole… - Powiedziała przygaszona.
- Wiem, że jest trudno. Nie możesz jednak się poddawać.
Każdy z nas przez to przechodził. Dzieciaki z innych klas nas wyśmiewały i tak
dalej. Przechodziliśmy przez gorsze piekło niż ty teraz. To jest jak sprawdzian
psychiczny i fizyczny. Ty ewidentnie jesteś słaba, ale masz coś w sobie co
pozwala Ci być tutaj. – Odparłem.
- Dziękuję Jordan. – Przytuliła mnie.
-Twoje ubrania już wyschły, może Cię odprowadzę? –
Zaproponowałem.
- Dobrze. – Poszła się przebrać.
Odprowadziłem ją pod same drzwi, kiedy chciała mnie zaprosić
ja już się odwróciłem. W drodze powrotnej myślałem sporo nad nią. Ciągle wpada
w kłopoty, ma pewne problemy, ale i tak zgrywa silną. Z czasem się zmieni i nie
wiem czy na dobre… Kiedy wróciłem do domu mama jeszcze była.
- To twoja dziewczyna? – Zapytała zmywając naczynia.
- Nie… - Powiedziałem.
- Podoba Ci się, prawda? – Zachichotała.
- Tak ,ale nie wiem co to za uczucie. Strasznie się o nią martwię,
ale nie mogę ciągle każdym się zajmować. Teraz są problemy w paczce przez właśnie
Miko. Nie wiem jak Yume to rozegra. – Mówiłem jak natchniony.
- Słuchaj, Yume to mądra dziewczyna, a Yuki jej potrzebuje.
Ty też jesteś potrzebny, ale daj wszystkim się wykazać. – Pocałowała mnie w
czoło.
- Dziękuję mamo. – Przytuliłem ją.
- Dobrze ja wracam, bo tata będzie się niepokoić. Zdaj
dobrze egzaminy. – Powiedziała, po czym wyszła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)