Poznając kolejnych ludzi zostałam skończona. Spotkałam sie z Wyloną i porozmawiałyśmy. Dała mi ubrania na następny dzień do szkoły. Po tym wróciłam do domu. Wzruszyły mnie te wszystkie historie i zadzwoniłam do rodziców. Porozmawiałam z nimi godzinę i poszłam spać. Następnego dnia spojrzałam w lustro i nie widzieć czemu uśmiechnęłam się. Makijaż wodoodporny, więc utrzyma się długo. Ubrałam sie w strój od Wyl i rano wszyłam z odwagą w oczach. Mimo złamania regulaminu szkolnego i zmiany własnej osoby, to było miłe uczucie. Weszłam do klasy i wszyscy się na mnie z powagą spojrzęli. Nie interesowałomnie to. Yki przyszła po dzwonku, gdy mieliśmy już lekcje. Jej oczy były zaczerwienione i puste,a gdy spojrzała na mnie złapała sie za usta, ale nic nie powiedziała. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła.Spodziewałam się, że na przerwie bedzie chciała pogadać,ale o dziwo nie. Za to Yume poprosiła mnie o spotkanie. Przyszłam na dach,a ona juz tam siedziała.
- Miko! - Odwróciła się,a gdy na mnie spojrzala zadrżała.
- Tak. - Odparłam pewna siebie.
- Co... Co się z Tobą stało? - Zapytała przerażona.
- Nic. Co chciałaś? - Zmieniłam temat.
- Chciałam przeprosic, za moje zachowanie. Yuki naprawdę chce sie z Toba przyjaźnić, to ja przesadziłam. Na prawdę nie chciałam. - Przy ostatnim zdaniu popłakała się i usiadła na ziemi.
Zrobiło mi się jej żali i złapałam ją za dłonie i odsłoniłam.
- Nic sie nie stało. Martwiłaś się o nią, bo jest bardzo ufna, ale naprawdę nie chciałam źle. - Odparłam.
- Miko! - Dziewczyna rzuciła mi się na szyję. - Przepraszam.
Przytuliłam ją, a potem wruciłyśmy do swoich klas. Po Yuki nadal było widać pustkę, co do Rena to spogladał na nią smutno. Po kolejnej lekcji Yuki wybiegła z klasy. Miałyśmy mieć dzień sportu. Gdy wyszłam ubrana w ten dziwny strój podeszła do mnie Yume i reszta, niestety nie było osoby, która była w tej chwilii najważniejsza.
- Wszystko okej? - Zapytał Roko.
- Tak, chcę znaleźć Yuki. - Zacinąsęłam pieść.
- Miko, co do stroju... - Powiedział Shu.
- Aaaa, zapomniałabym. To tylko na dzis i wczoraj. - Uśmiechnęłam się, myśląc o wczorajszej rozmowie.
*-Wyl, ale to tylko na dwa dni.
- Heh, widzę, zę chcesz wrócic do reszty.
- Nie...
- Spokojnie, wiedziałam, zę tak bedziesz. Specjalnie Cię tu zaprosiłam, byś trochę odpoczęła.
- Dziękuję.
- Trzymaj się.*
Nagle poczułam rękę an ramieniu.
- Pomożemy Ci, Yuki jest an dachu. - Powiedział Jordan.
Uśmiechnęłam się i szybko pobiegłam na dach. Biegnąc myślałam tylko nad tym co ona myśli, co powiedzieć, czy wszystko się ułoży. Gdy dobiegłam na miejsce, ona stała i szlochała.
- Yuki! - Wydarłam się, a ona się odwróciła.
Jej oczy rozbłysły, ale ta pustka nadal tam była.
- Przepraszam, to moja wina. Trochę byłam zestresowana. Powinnam była Cię wysłuchać. Nie powinnam lekceważyć naszej przyjaźni, która dopiero przed nami. Mam nadzieje, zę mi wybaczysz i wszystko bedzie dobrze.- Powiedziałam z głębi serca.
Dziewczyna podbiegła do mnie i szybko przytuliła.
Oto Miko w innym wydaniu :P:
środa, 30 lipca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
Tylko co....
Po skończonym makijażu poszłam dalej, poznałam kolejne wspaniałe osoby. Każdy z nich miał ciekawą historię.Mimo, ze wszyscy tutaj mieszkający ludzie byli chodzącą patologią, nie są źli.Osoby, które tu siedziały były strasznie silne psychicznie i fizycznie. Nie mam pojęcia jak oni wytrzymują z taką przeszłością. Słyszałam jednak o wielu samobójstwach tutaj. Nawet zadrżało się, że byli porywani. Nie wyobrażalne jest dla mnie to wszystko co oni czują.
* Rebeca, mimo tego, że straciła wszystkich przyjaciół przez to, że raz odepchnęła od siebie przyjaciółkę, dalej jest przyjacielska.
* Irys, mimo, że brała to z tego wyszła i dalej uprawia sport.
* Rebeca, mimo tego, że straciła wszystkich przyjaciół przez to, że raz odepchnęła od siebie przyjaciółkę, dalej jest przyjacielska.
* Irys, mimo, że brała to z tego wyszła i dalej uprawia sport.
* Alie, kocha zwierzęta, mimo, że rodzice traktowali je lepiej niż ją...
* Daria... Zaszła w ciążę w wieku 14 lat.. Przez to rodzice wyrzucili ją z domu, niestety nigdy nie dowiedzieli się o gwałcie....
Było też wielu chłopaków, którzy byli dla mnie mili. Chociaż nie wyglądali na takich.
* Sho, miał ojczyma mafiozem. Jego matkę zabito, kiedy miał 13 lat, a ojczym się załamał i zaczął go uczyć, jak być dobrym szefem mafii. Gdy miał już 16 lat, jego ojczym popełnił samobójstwo,a on odziedziczył jego posadę. Do teraz się tym zajmuje, ale jest pogodny.
* Knife, mimo tego, że był katowany w dzieciństwie, to teraz gra w hockey i lubi boks.
* Jest też Antony, który miał dużo problemów w szkole. Zawsze był samolubny i egoistyczny. Zdążył nawet siedzieć w poprawczaku. Stamtąd ma tatuaż.
Pierwszy raz poznałam tylu ludzi na raz, którzy mnie akceptują... Naprawdę się cieszę, tylko co z Yuki...
niedziela, 1 czerwca 2014
Czas na twarz i kolejne historie!
Wyl tylko się uśmiechnęła i pogłaskała mnie po głowie. Wstałyśmy i poszłyśmy dalej. Na korytarz, który był chyba na 1 pietrze. Weszłyśmy do jakiegoś pokoju. Siedziała tam dziewczyna o czerwonych włosach nad książką i jakieś trzy dziewczyny.
- Vam! Zajmij się naszą koleżanką ze swoja ekipą.
- Oho. Dziewczyny mamy gości. - Uśmiechnęła się odkładając książkę.
- Jestem Miko.
- To jest Dix.
- Vam! Zajmij się naszą koleżanką ze swoja ekipą.
- Oho. Dziewczyny mamy gości. - Uśmiechnęła się odkładając książkę.
- Jestem Miko.
- To jest Dix.
-Tris.
- No i Lisa.
- Zostawiam ja w waszych rękach. - Powiedziała Wylona i wyszła.
- Nie martw się, my tylko zajmiemy się twoim make up'em. - Powiedziała Dix.
- Macie pomieszany styl.... - Mruknęłam.
- Co racja to racja, ale w makijażu zawsze się zgadzamy. - Mrugnęła do mnie Lisa.
- Dobra koniec gadania. Miko, zobaczysz się już po metamorfozie całkowitej, ale nie martw się, będziesz piękna.Teraz siadaj. - Powiedziała Vam.
Usiadłam grzecznie.
- Tak, więc Miko... Chciała byś coś o nas wiedzieć? - Zapytała Lisa.
- Przydało by się. - Uśmiechnęłam się.
- Jak widać interesuję się wampiryzmem. Piszę książki, ale nikt mnie nie zna. Gdyby mnie znali to by było gorzej. Głównie przez przeszłość. Dom dziecka i różne takie sprawy. - Powiedziała dziewczyna o czerwonych włosach.
- Dom dziecka? - Zapytałam.
- Moja mama oddała mnie do okna życia. Nikt jej nie zna, a tym bardziej ja. - Odparła.
- Nigdy jej nie szukałaś?
- Nie. Nienawidzę mojej rodziny za to, ze się mnie wyrzekli. - Powiedziała niechętnie.
- Ja za to po poprawczaku zaczęłam tańczyć na różne. - Powiedziała Dix.
- Serio? - Zdziwiłam się.
- Czemu nie? W końcu dobrze płacą, nie dotykają mnie,a ja chodzę ubrana. Płacą mi regularnie. - Wytłumaczyła.
- Czemu byłaś w poprawczaku? - Zaintrygowało mnie to.
- Przyjaciółka powiedziała, że ćpam. W badaniach nic nie wyszło, ale twierdziła, zę to robię, bomoi rodzice byli narkomanami i wiedzieli jak się pozbyć narkotyków z krwi. Oczywiście byłam niewinna, ale ich to nie obchodziło. - Mówiła malując mnie.
- Co z tą przyjaciółką? - Postanowiłam zapytać po chwili.
- Trafiła do psychiatry, po tym jak została zgwałcona gdzieś na ulicy. Do teraz nie wiem kto to, ale podejrzewam, że ktoś z poprawczaka rozgadał moja historię. Dziewczyna nie daje sobie rady w życiu. Nie skończyła szkoły, ani nie ma pracy. - Tłumaczyła dalej.
- W sumie to jest mi jej szkoda. - Powiedziałam, narażając się an opieprz.
- Mnie też, dlatego po otrzymaniu pieniędzy przekazuje skromna część na jej leczenie. - ||Powiedziała.
- Po czymś takim jej jeszcze pomagasz? - Szok dopadł mnie niemiłosierny.
- Nie ważne, w końcu ja się ustawiłam, a ona nie i to prawdopodobnie przeze mnie. - Westchnęła.
- Koniec tych wspominek. Moja historia jest krótka, bo nie pamiętam nic z mojego życia, trafiłam tu rok temu. Błądziłam gdzieś i w końcu mnie tu przygarnęli. Nie pamiętam nawet urywków wspomnień. - Powiedziała Tris.
- Próbowałaś jakiegoś leczenia? - Zapytałam.
- Oczywiście. Jestem adwokatem, pieniądze to nie problem. Nic nie podziałało. - Powiedziała z lekkością.
- Czemu nie masz własnego mieszkania?
- Po co mi? Wolę pomagać innym tutaj. - Powiedziała.
- Diavolo... - Mruknęłam.
- Nie chcą jałmużny. Biedaki, ledwo co im się udaje zarobić na coś do jedzenia. - Kolorowała mi twarz.
- Dobrze wystarczy, teraz ja wykończę. Moje życie jest proste. Trafiłam tu przez przypadek, bo zgubiłam się rodzicom jak miałam 10 lat. Znaleźli mnie jak miałam już 18. Mamy kontakt, ale mieszkam tu. - Powiedziała robiąc mi coś z twarzą.
- Jesteście, wiec przywiązane do tego miejsca? - Zauważyłam.
- Nie ma co się kryć. Wszyscy się wspieramy. - Powiedziała Lisa.
sobota, 31 maja 2014
Brutalne życie.
Gdy weszliśmy do środka dwóch chłopaków grało w coś na... PLAŹMIE. Ciekawe skąd wzięli pieniądze.
- Tam gra Mes.
- Tam gra Mes.
- Z nim gra jego najlepszy przyjaciel Ardi.
- Jak skończą grać to wrócą do żywych. - Zażartował Ras.
- Czemu? - Spojrzałam na niego.
- Jak zaczynają grę to tak jakby znajdowali się w niej. Dlatego mają plzamę. Zbierali na nią już od małego, więc jak połączyli pieniądze to kupili ją. Konsole to tam od rodziców, ale tak to sami uzbierali tą kwotę. - Wytłumaczył.
- Niesamowite! Muszą naprawdę to kochać. - Przyjrzałam się im.
- Nie tyle co kochać, mają już objawy obsesji. - Westchnęła jakaś dziewczyna.
- Bu, nie musisz od razu tak tego widzieć.- Powiedział Ras.
- Tak, ty zawsze patrzyłeś na nich jak na dzieciaki.- Odparła.
- Przesadzasz. - Machnął ręką.
- Miło Cię poznać. Jestem Miko. - Przedstawiłam się.
- Buona. Mi również. - Powiedziała cicho.
- Czemu Ras powiedział na Ciebie Bu? - Zapytałam.
- Mówimy sobie skrótowcami. Ras, czyli Rasel. Tak jest prościej.
- To są tylko ksywki? - Zapytałam.
- Nie, to nasze prawdziwe imiona, tylko czasem je trochę modyfikujemy. - Powiedziała równie cicho jak wcześniej.
- Rozumiem, a czemu mówisz tak cicho?
- Nie wiem, mam tak od zawsze. - Odpaliła papierosa.
- No Miko, czas poznać resztę bandy, jest nas bardzo dużo, zajmujemy ponad 20 pokojów. - Powiedziała Wylona.
- Tak dużo? - Zdziwiłam się.
- Niestety, wszyscy jesteśmy wyrzutkami, więc jest nas sporo. - Powiedział Ras.
Nagle ktoś wszedł i był ciężko ranny!
- Diavolo! Znowuż się gdzieś szlajałeś!? To znowu oni?! - Krzyczała jakaś dziewczyna.
- Nie tym razem jakieś inne poczwary. - Odezwała się dziewczyna, która weszła prosto przed Diavolo.
- As! Ciebie też pobili? - Zdziwił się Ras.
- Nie ważne, Cloe zajmij się moim bratem. - Powiedziała biało włosa.
- Co się dzieje? - Zdziwiłam się.
- Spokojnie, usiądź, zaraz Ci wszystko wytłumaczę. - Powiedziała Wylona.
Kiedy usiadłyśmy inni już biegali.
- Diavo jest bardzo słaby, wiec często atakują go gangi, które tu mieszkają. Cloe to nasza jakby pielęgniarka. Zna się na tym, wiec jej ufamy. Za to As to siostra Diavolo, też jest dość słaba, choć na taką nie wygląda. Razem spłacają długi ojca.
- Czy można im jakoś pomóc? - Zapytałam.
- Nie zlikwidujesz wszystkich gangów w okolicy. Prawdopodobnie ponad 50% zna to rodzeństwo, bo są zadłużeni przede wszystkim właśnie w takich korporacjach. - Odparła.
- Czemu większość ludzi z tego hotelu to wyrzutki? - Zapytałam.
- Każdy z nich pochodzi z patologicznej rodziny, niektórzy mają za sobą tragiczne przeżycia. Między innymi jedna dziewczyna, która jest przyzwyczajona tylko do mnie. Jej ojciec ja molestował,a matka była w depresji. Nie umiała jej pomóc, siedziała tylko cicho w koncie. - Powiedziała ze smutkiem.
- Czemu jej tata to robił? Czemu nie pomagał jej mamie? - Do oczu napłynęły mi łzy, nigdy nie byłam w stanie czegoś takiego zrozumieć.
- Nie dawał sobie rady z jej matką, ona nie pozwalała mu się nawet dotknąć, wyładowywał się wtedy na córce. - Złapała mnie za rękę, bo po policzkach spływały mi łzy.
- Przepraszam, jestem nadwrażliwa. - Otarłam szybko łzy.
piątek, 30 maja 2014
Pierwsze odwiedziny.
Po męczących lekcjach i ucieczkami przed Yuki spotkałam się z moja nową koleżanką. Powitała mnie serdecznie i poszłyśmy do jej znajomego, który czekał w pięknym samochodzie.
- Hej, hej. - Uśmiechnął się.
- To jest Miko. Jest z 3 gimnazjum. - Przedstawiła mnie koleżanka.
- Miło mi. - Powiedziałam z uśmiechem.
- Mi też. Ras.- Również sie uśmiechnął, po czym zgasił papierosa i wsiedliśmy do samochodzu.
- Miko, nie zdziw sie, ale mamy trochę dziwnych znajomych. Proszę, wiec byś nie oceniała po wygladzie, bo są dobrymi ludźmi. - Powiedział chłopak
- Dobrze. Daleko jedziemy? - Zapytałam.
- Heh, widzę, ze nie możesz sie doczekać? - Pokazała zęby.
- Zgadza sie. - Również pokazałam ząbki.
- To nie daleko, mamy melinę w opuszczonym hotelu. - Odparł.
- Opuszczonym? - Zadrżałam.
- Jest prąd, woda i wszystko działa, bo to udoskonaliliśmy. Spokojnie, nie straszy tam. - Powiedział nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Gdy dojechaliśmy nie dało sie ominąć wzrokiem trzech dziewczyn i chłopaka pielęgnujących trawę.Szczerze mnie to zdziwiło.
- Hej! To jest Miko. Dołączy do nas. - Oznajmiła Wylona.
- Wyl, wiec widzę, ze znalazłaś nową koleżankę. - Podeszła do nas pierwsza dziewczyna.
- To jest Karen.- Przedstawiono mi ją.
- To jest Miko. Jest z 3 gimnazjum. - Przedstawiła mnie koleżanka.
- Miło mi. - Powiedziałam z uśmiechem.
- Mi też. Ras.- Również sie uśmiechnął, po czym zgasił papierosa i wsiedliśmy do samochodzu.
- Miko, nie zdziw sie, ale mamy trochę dziwnych znajomych. Proszę, wiec byś nie oceniała po wygladzie, bo są dobrymi ludźmi. - Powiedział chłopak
- Dobrze. Daleko jedziemy? - Zapytałam.
- Heh, widzę, ze nie możesz sie doczekać? - Pokazała zęby.
- Zgadza sie. - Również pokazałam ząbki.
- To nie daleko, mamy melinę w opuszczonym hotelu. - Odparł.
- Opuszczonym? - Zadrżałam.
- Jest prąd, woda i wszystko działa, bo to udoskonaliliśmy. Spokojnie, nie straszy tam. - Powiedział nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Gdy dojechaliśmy nie dało sie ominąć wzrokiem trzech dziewczyn i chłopaka pielęgnujących trawę.Szczerze mnie to zdziwiło.
- Hej! To jest Miko. Dołączy do nas. - Oznajmiła Wylona.
- Wyl, wiec widzę, ze znalazłaś nową koleżankę. - Podeszła do nas pierwsza dziewczyna.
- To jest Karen.- Przedstawiono mi ją.
- Tam stoi Bionda.
- No i Nero, jest mało gadatliwa, ale ma swój urok.
- Ma piękne oczy. - Powiedziałam.
- Dziękuję. - Odparła.
- Chyba Cie polubiła. - Powiedział Ras, klepiąc mnie po głowie.
- No i Dolce. Jest Albinosem.
- Miło mi was poznać. - Uśmiechnęłam się najserdeczniej jak tylko umiałam.
czwartek, 29 maja 2014
Czy coś się zmieni?
Po wejściu do domu wzięłam głęboki oddech. Oni mi bardzo pomagają.... Wzięłam prysznic i poszłam spać. Gdy nazajutrz się obudziłam, poszłam pobiegać. Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w mundurek, po czym wyszłam z domu. Gdy zajrzałam do komórki miałam 10 połączeń nieodebranych i 5 wiadomości, tak jak się spodziewałam od Yuki.. Nie przeczytałam ani jednego sms'a, od razu usunęłam, ponieważ nie chciałam jej dobroci, za bardzo by mnie to wszystko bolało. Pojechałam do szkoły. Gdy przebierałam buty nagle ktoś przy mnie się pojawił.
- Przepraszam za wszystko. - Yume schyliła głowę.
- Eh? Ja przepraszam, nie chciałam Ci nic odebrać, ani być problemem. - Do oczu znowu napłynęły mi łzy i uciekłam.
Pobiegłam do klasy, Yuki na moje szczęście tam nie było.
- Miko. - Ktoś mnie zawołał.
-Tak? - Odwróciłam się.
- Dziś mamy zebranie dotyczące Ciebie i proszono mnie o to bym Ci przekazał tą informację. - Powiedział Cris.
- Mnie? - Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Yuki Ci nie tłumaczyła? - Zapytał.
- Nie... - Moje oczy zaszły mgła rozkojarzenia.
- Dobra,w takim razie... To zebranie dotyczy Ciebie, ponieważ ocenimy twoje umiejętności i twój poziom. W ten sposób, albo zostaniesz zaakceptowana, albo nie. - Wytłumaczył.
- Co się stanie jeśli nie zostanę zaakceptowana? - Zapytałam z ciekawością.
- Wtedy będziesz traktowana jak popychadło, a żaden nauczyciel nie może nam zwrócić uwagi. - Powiedział.
- Co? Będę mogła jakoś to zmienić? - Miałam wrażenie, że się popłaczę.
- Nikomu się to nigdy nie udało. - Zesmutniał.
- Niemożliwe. - Kucnęłam i zakryłam dłońmi oczy.
- Spokojnie, jeszcze nie znasz naszej decyzji. - Położył mi dłoń na głowę.
- To nie ma znaczenia, jestem na gorszym poziomie niż wy, nie mam szansy się wybić, jeszcze zaległości. - Zaczęłam szlochać.
- Miko! Co jest? Cris! Coś ty jej powiedział! - Usłyszałam wkurzoną Yuki, która natychmiast mnie przytuliła.
Ja za to jakimś cudem jej uciekłam, nie przewracając jej i pobiegłam do łazienki totalnie załamana. Schowałam się w jakiejś kabinie i rozryczałam się na maksa. Nagle ktos wszedł do łazienki i kabiny obok mnie.
- Hej. - Usłyszałam i spojrzałam w górę.
Siedziała tam dziewczyna z uśmiechem i papierosem w dłoni..
- Przepraszam za wszystko. - Yume schyliła głowę.
- Eh? Ja przepraszam, nie chciałam Ci nic odebrać, ani być problemem. - Do oczu znowu napłynęły mi łzy i uciekłam.
Pobiegłam do klasy, Yuki na moje szczęście tam nie było.
- Miko. - Ktoś mnie zawołał.
-Tak? - Odwróciłam się.
- Dziś mamy zebranie dotyczące Ciebie i proszono mnie o to bym Ci przekazał tą informację. - Powiedział Cris.
- Mnie? - Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Yuki Ci nie tłumaczyła? - Zapytał.
- Nie... - Moje oczy zaszły mgła rozkojarzenia.
- Dobra,w takim razie... To zebranie dotyczy Ciebie, ponieważ ocenimy twoje umiejętności i twój poziom. W ten sposób, albo zostaniesz zaakceptowana, albo nie. - Wytłumaczył.
- Co się stanie jeśli nie zostanę zaakceptowana? - Zapytałam z ciekawością.
- Wtedy będziesz traktowana jak popychadło, a żaden nauczyciel nie może nam zwrócić uwagi. - Powiedział.
- Co? Będę mogła jakoś to zmienić? - Miałam wrażenie, że się popłaczę.
- Nikomu się to nigdy nie udało. - Zesmutniał.
- Niemożliwe. - Kucnęłam i zakryłam dłońmi oczy.
- Spokojnie, jeszcze nie znasz naszej decyzji. - Położył mi dłoń na głowę.
- To nie ma znaczenia, jestem na gorszym poziomie niż wy, nie mam szansy się wybić, jeszcze zaległości. - Zaczęłam szlochać.
- Miko! Co jest? Cris! Coś ty jej powiedział! - Usłyszałam wkurzoną Yuki, która natychmiast mnie przytuliła.
Ja za to jakimś cudem jej uciekłam, nie przewracając jej i pobiegłam do łazienki totalnie załamana. Schowałam się w jakiejś kabinie i rozryczałam się na maksa. Nagle ktos wszedł do łazienki i kabiny obok mnie.
- Hej. - Usłyszałam i spojrzałam w górę.
Siedziała tam dziewczyna z uśmiechem i papierosem w dłoni..
- Kim jesteś? - Zapytałam ocierając łzy.
- Nie ładnie, nawet się nie przywitałaś. - Pokręciła głową.
- Hej.... - Powiedziałam nadal z drgająca tonacja głosu.
- Lepiej. Jestem Wylona. - Powiedziała.
- Ja nazywam się Miko. - Przedstawiłam się.
- Tak wiec Miko, czemu płaczesz? - Oparła się o ścianę.
- Jestem w klasie artystyczne... - Powiedziałam.
- I jesteś nowa. To wszystko tłumaczy.
- Naprawdę? - Zdziwiłam się.
- Tak, wszyscy co tam chodzą maja przerąbane. Ładniej mówiąc. Każdy z nich przeżywał piekło jak przyszedł do 1 klasy gimnazjum. Mimo, ze wzbudzali respekt, to musieli trzymać się zasad, nie mogli u nikogo zyskać żadnej nagany, nawet uczniowie z wyższych klas musieli ich jakoś szanować... Jednak chyba wiesz, że to oni samodzielnie pracują na ten respekt. - Spojrzała się na mnie obojętnie.
- Czyli...
- Tak, to co ty odczuwasz aktualnie to nic. - Powiedziała.
- Jestem w klasie muzycznej. Każdy u mnie ma zaje w klasie pod względem nauki, jednak nie pod względem muzycznym.
- Jesteś licealistką? - Zapytałam.
- Tak, druga LO się kłania.
- Czemu ze mną rozmawiasz? - Byłam lekko zdezorientowana.
- Płaczesz i wyglądasz na słabą, nie wspominając o twoich problemach. Jak ja przeżywałam ten okres miałam przyjaciół, twoi nie są jeszcze do Ciebie przywiązani. - Odparła.
- Masz chyba rację... - Odparłam.
- Pewnie, że mam. Nauczę Cie paru rzeczy. - Powiedziała gasząc papierosa o ścianę nas dzielącą.
- Naprawdę? - Uradowałam się.
- Tak,chcesz zmienić styl? - Zeskoczyła na dół.
- Na jaki? - Zapytałam.
- Mój. - Powiedziała, a ja wyszłam z kabiny.
- Mogę spróbować.- Powiedziałam patrząc w jej lustrzane odpicie.
- Dobra, to odstawie Cię do klasy i po szkole wpadasz do mojego towarzystwa. Laski porobią Ci fryzurki i wybiorą ciuszki, chłopacy doradzą co i jak.
- Nie wiem.... - Pomyślałam realnie.
- Nie masz wyboru, chodź. - Machnęła ręką.
Gdy ją dogoniłam wszyscy patrzyli się na mnie i moją nową koleżankę ze zdziwieniem, jakbym nie wiem co dziwnego robiła.
_ Dokończę to opo jak najszybciej! :*_
środa, 28 maja 2014
Opiekuńczy Jordan.
- Ren gdzie jest Yuki i Miko? – Zapytałem.
- Nie wiem, każda uciekła gdzieś w inną stronę znając życie.
– Odparł.
- Wiem gdzie będzie Yuki. – Powiedział Shu.
- Dobra to ty Ren idź zis do domu, masz wolne. Shu zajmij
się Yuki. Ja poszukam Miko. – Odparłem.
Ruszyłem w stronę wejścia głównego szkoły. Oczywiście rozpętała
się ulewa, posiadanie kurtki przeciwdeszczowej w takim momencie to zbawienie.
Gdy doszedłem do głównego wejścia, moją uwagę przykuła osoba leżąca w ulewę, na
piasku. Niestety, to była Miko. Próby ocucenia jej nic nie dały, tak więc
zdjąłem moją kurtkę i założyłem na nią, po czym wziąłem dziewczynę na plecy.
Nie wiedziałem gdzie mieszka, a że w
domu była moja mama to uznałem, że mi pomoże. Zaniosłem ją do siebie. Gdy mama
otworzyła drzwi natychmiast zapytała co się stało.
- Nie mam pojęcia, straciła przytomność na ulewie. –
Powiedziałem odkładając ją na krzesło.
- Przygotuj ręcznik i kąpiel. – Powiedziała, a sama poszła po coś do siebie, do pokoju.
Zająłem się tym, napuściłem wody i znalazłem w szafce
ręcznik. Mama zabrała ją do łazienki, zanurzyła w wodzie, po czym ubrała w dużą
koszulkę i spodenki. Moja mama mimo, iż ma 28 lat jest niską i szczupłą
kobietą, tak więc Miko weszła w jej ubrania bez problemu. Przeniosłem ją do
siebie i położyłem do łóżka. Mama wzięła ciepłą wodę z ręcznikiem w misce i
zaniosła do pokoju. Użyła tego jako okład. Przygotowała jakieś leki i wyszła po
herbatę. Ja natomiast poszedłem posiedzieć z dziewczyną. Była strasznie blada
i wyglądała na wycieńczoną. Moja szkoła daje jej za dużo atrakcji. Nagle mama
wróciła i zaczęła się krzątać w kuchni. Miko otworzyła powoli oczy.
- Witaj. – Uśmiechnąłem się.
- Co się dzieje? – Zapytałam.
- Znalazłem Cię przed szkołą jak leżałaś nieprzytomna w
deszczu. – Odparłem spokojnie.
- Gdzie jestem? – Rozglądała się.
- U mnie. – Westchnąłem.
- Przebrałeś mnie! – Zaczerwieniła się.
- Nie, to moja mama. Akurat jest dzisiaj w domu. Wyjeżdża
wieczorem. – Uspokoiłem ją.
- Oh! Wstałaś. – Moja mama weszła z tacą, na której była herbata
z lekami i jakaś zupa.
- Eto… Dziękuję bardzo za opiekę, ale nie trzeba. –
Pochyliła głowę.
- Nie przejmuj się, czasem to kobieta potrzebuje opieki, a nie mężczyzna. – Powiedziała mama.
Miko uśmiechnęła się, po czym wzięła leki i zjadła zupę.
- Co się stało? – Zapytałem w końcu.
- Bo… Yume kazała mi się trzymać od was z daleka i mówiła,
że mi nie ufa… Mimo, że Yuki jest taka miła i dobra, to nie mogłam tak po
prostu odebrać ją Yume… Dużo też tego w szkole… - Powiedziała przygaszona.
- Wiem, że jest trudno. Nie możesz jednak się poddawać.
Każdy z nas przez to przechodził. Dzieciaki z innych klas nas wyśmiewały i tak
dalej. Przechodziliśmy przez gorsze piekło niż ty teraz. To jest jak sprawdzian
psychiczny i fizyczny. Ty ewidentnie jesteś słaba, ale masz coś w sobie co
pozwala Ci być tutaj. – Odparłem.
- Dziękuję Jordan. – Przytuliła mnie.
-Twoje ubrania już wyschły, może Cię odprowadzę? –
Zaproponowałem.
- Dobrze. – Poszła się przebrać.
Odprowadziłem ją pod same drzwi, kiedy chciała mnie zaprosić
ja już się odwróciłem. W drodze powrotnej myślałem sporo nad nią. Ciągle wpada
w kłopoty, ma pewne problemy, ale i tak zgrywa silną. Z czasem się zmieni i nie
wiem czy na dobre… Kiedy wróciłem do domu mama jeszcze była.
- To twoja dziewczyna? – Zapytała zmywając naczynia.
- Nie… - Powiedziałem.
- Podoba Ci się, prawda? – Zachichotała.
- Tak ,ale nie wiem co to za uczucie. Strasznie się o nią martwię,
ale nie mogę ciągle każdym się zajmować. Teraz są problemy w paczce przez właśnie
Miko. Nie wiem jak Yume to rozegra. – Mówiłem jak natchniony.
- Słuchaj, Yume to mądra dziewczyna, a Yuki jej potrzebuje.
Ty też jesteś potrzebny, ale daj wszystkim się wykazać. – Pocałowała mnie w
czoło.
- Dziękuję mamo. – Przytuliłem ją.
- Dobrze ja wracam, bo tata będzie się niepokoić. Zdaj
dobrze egzaminy. – Powiedziała, po czym wyszła.
poniedziałek, 12 maja 2014
Tak mi przykro...
Poczułam się okropnie gdy Miko uciekła, do tego Yuki się obraziła. Czułam się podle.
- Idziemy. - Warknęłam do Rena.
- Powinnaś chyba porozmawiać z Yuki i przeprosić Miko. - Powiedział.
- Nie mów mi co mam robić. - Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
- Jesteś nie do wytrzymania. - Odparł.
Wzięłam moją parasolkę i wyszłam z Renem przed szkołę gdzie stali Jordan i Shu.
- Gdzie reszta? - Zapytał Jordan.
- Nie interesuje mnie to. - Odparłam i jak zjawa ich wyminęłam.
-Zaczekaj. - Powiedział Rokuś i za mną pobiegł.
Szłam nic nie mówiąc i osłaniając parasolem przez dłuższy czas, aż doszliśmy na przystanek autobusowy.
- Powiedz mi co się dzieje. - Usiedliśmy na ławce.
- Bo.. - Otworzyłam lekko usta.
- Dobrze, podejdziemy na jakąś ciepłą herbatę i wtedy mi powiesz. - Przytulił mnie.
Czułam się podle i okropnie przez tą cała sytuację, ale jednocześnie bałam się o tych wszystkich głupców. Mój ukochany postawił mi herbatę i spojrzał an mnie zdenerwowany.
- Chodzi o to, że martwię się bardzo o Yuki. Mimo, że zyskała nową koleżankę i jest szczęśliwa, to boję się, że ta dziewczyna może być tak naprawdę nieodpowiednia do naszej grupy. Dlatego ja trochę nastraszyłam, ale dziś Yuki powiedziała... Coś okropnego, nie chcę tego powtarzać. - Łzy pociekły mi po policzkach.
- Sądzę, że nie możesz oceniać Miko. Rozumiem tez, że się martwisz, ale nie możesz robić takich rzeczy, poza tym skrzywdziłaś nie tylko Miko. Następnym razem zastanów się co robisz. - Powiedział po czym otarł mi łzy z policzków.
Wiedziałam, że zrobiłam źle i on miał rację, ale nie wiedziałam jak to odkręcić.
- Pójdź dziś do niej i osobiście przeproś ze skruchą. - Powiedział pijąc ciecz ze szklanki.
- Dziękuję. - Wyszeptałam z uśmiechem.
Wypiliśmy herbaty i chłopak odprowadził mnie do domu, po czym sam wrócił do domu. Około godziny 19 poszłam do mojej przyjaciółki. Otworzyła mi jej mama.
- Dobry wieczór, jest Yuki? - Zapytałam.
-Dobry wieczór, właśnie wstała. Wejdź. - Zaprosiła mnie do środka.
Zdjęłam buty i poszłam do niej do pokoju. Zapukałam, a gdy tylko otworzyła drzwi natychmiast się ukłoniłam i powiedziałam:
-Przepraszam za moje zachowanie. Naprawdę nie chciałam źle, wybacz mi.
- Yume? - Powiedziała zdziwiona.
- Naprawdę przepraszam, strasznie się martwiłam o Ciebie. - Dodałam.
Poczułam uderzenie w głowę,a gdy się wyprostowałam przytuliła się do mnie.
- Wybaczam głupia!
Odwzajemniłam uścisk i obie się rozpłakałyśmy. Gdy się uspokoiłyśmy usiadłyśmy by porozmawiać.
- Czemu wyglądasz tak niewyraźnie? - Zapytałam.
-Siedziałam na deszczu póki Shu po mnie nie przyszedł. - Odparła.
- Zgłupiałaś?! Przecież się pochorować od tego idzie! - Ochrzaniłam ją.
- Wiem, dlatego tak wyglądam. Na szczęście czuję się w miarę dobrze.
- Jutro też jest szkoła, a ty nie możesz iść w takim stanie. - Przyjrzałam się jej.
- Będzie dobrze, zaraz wezmę leki,a jutro ciepło się ubiorę.- Odparłam.
- Dobrze, teraz wybacz, muszę wracać do domu.- Odparłam.
- Bye bye. - Przytuliła mnie i wróciła do łóżka
- Bye bye.
Wyszłam od Yuki i wróciłam do siebie, szybko poszłam spać.
- Idziemy. - Warknęłam do Rena.
- Powinnaś chyba porozmawiać z Yuki i przeprosić Miko. - Powiedział.
- Nie mów mi co mam robić. - Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
- Jesteś nie do wytrzymania. - Odparł.
Wzięłam moją parasolkę i wyszłam z Renem przed szkołę gdzie stali Jordan i Shu.
- Gdzie reszta? - Zapytał Jordan.
- Nie interesuje mnie to. - Odparłam i jak zjawa ich wyminęłam.
-Zaczekaj. - Powiedział Rokuś i za mną pobiegł.
Szłam nic nie mówiąc i osłaniając parasolem przez dłuższy czas, aż doszliśmy na przystanek autobusowy.
- Powiedz mi co się dzieje. - Usiedliśmy na ławce.
- Bo.. - Otworzyłam lekko usta.
- Dobrze, podejdziemy na jakąś ciepłą herbatę i wtedy mi powiesz. - Przytulił mnie.
Czułam się podle i okropnie przez tą cała sytuację, ale jednocześnie bałam się o tych wszystkich głupców. Mój ukochany postawił mi herbatę i spojrzał an mnie zdenerwowany.
- Chodzi o to, że martwię się bardzo o Yuki. Mimo, że zyskała nową koleżankę i jest szczęśliwa, to boję się, że ta dziewczyna może być tak naprawdę nieodpowiednia do naszej grupy. Dlatego ja trochę nastraszyłam, ale dziś Yuki powiedziała... Coś okropnego, nie chcę tego powtarzać. - Łzy pociekły mi po policzkach.
- Sądzę, że nie możesz oceniać Miko. Rozumiem tez, że się martwisz, ale nie możesz robić takich rzeczy, poza tym skrzywdziłaś nie tylko Miko. Następnym razem zastanów się co robisz. - Powiedział po czym otarł mi łzy z policzków.
Wiedziałam, że zrobiłam źle i on miał rację, ale nie wiedziałam jak to odkręcić.
- Pójdź dziś do niej i osobiście przeproś ze skruchą. - Powiedział pijąc ciecz ze szklanki.
- Dziękuję. - Wyszeptałam z uśmiechem.
Wypiliśmy herbaty i chłopak odprowadził mnie do domu, po czym sam wrócił do domu. Około godziny 19 poszłam do mojej przyjaciółki. Otworzyła mi jej mama.
- Dobry wieczór, jest Yuki? - Zapytałam.
-Dobry wieczór, właśnie wstała. Wejdź. - Zaprosiła mnie do środka.
Zdjęłam buty i poszłam do niej do pokoju. Zapukałam, a gdy tylko otworzyła drzwi natychmiast się ukłoniłam i powiedziałam:
-Przepraszam za moje zachowanie. Naprawdę nie chciałam źle, wybacz mi.
- Yume? - Powiedziała zdziwiona.
- Naprawdę przepraszam, strasznie się martwiłam o Ciebie. - Dodałam.
Poczułam uderzenie w głowę,a gdy się wyprostowałam przytuliła się do mnie.
- Wybaczam głupia!
Odwzajemniłam uścisk i obie się rozpłakałyśmy. Gdy się uspokoiłyśmy usiadłyśmy by porozmawiać.
- Czemu wyglądasz tak niewyraźnie? - Zapytałam.
-Siedziałam na deszczu póki Shu po mnie nie przyszedł. - Odparła.
- Zgłupiałaś?! Przecież się pochorować od tego idzie! - Ochrzaniłam ją.
- Wiem, dlatego tak wyglądam. Na szczęście czuję się w miarę dobrze.
- Jutro też jest szkoła, a ty nie możesz iść w takim stanie. - Przyjrzałam się jej.
- Będzie dobrze, zaraz wezmę leki,a jutro ciepło się ubiorę.- Odparłam.
- Dobrze, teraz wybacz, muszę wracać do domu.- Odparłam.
- Bye bye. - Przytuliła mnie i wróciła do łóżka
- Bye bye.
Wyszłam od Yuki i wróciłam do siebie, szybko poszłam spać.
piątek, 9 maja 2014
Biedna Yuki...
Gdy Miko wybiegła z klasy i uciekła, poczułam lekki strach. Wyglądała źle, do tego Ren też się o nią zmartwił, a Yume... Yume ją olała!
- To twoja wina! Wszystko przez Ciebie! Nie wybaczę Ci tego! - Rzuciłam w nią torbą i uciekłam z płaczem.
Za zakrętem zauważyłam, że pada. Przypomniałam sobie, że nie mam parasola, ale nie przejęłam się tym. Zmieniłam obuwie i pobiegłam w moje ulubione miejsce. Na dachu było wietrzenie, ale usiadłam tam i płakałam w deszczu jak głupia.Po jakimś czasie nagle ktoś zasłonił mnie parasolem, był to Shu. Wyglądał na trochę złego. Podał mi swoja kurtkę i pomógł wstać. Odprowadził do domu, gdzie czekali zmartwieni rodzice.
- To twoja wina! Wszystko przez Ciebie! Nie wybaczę Ci tego! - Rzuciłam w nią torbą i uciekłam z płaczem.
Za zakrętem zauważyłam, że pada. Przypomniałam sobie, że nie mam parasola, ale nie przejęłam się tym. Zmieniłam obuwie i pobiegłam w moje ulubione miejsce. Na dachu było wietrzenie, ale usiadłam tam i płakałam w deszczu jak głupia.Po jakimś czasie nagle ktoś zasłonił mnie parasolem, był to Shu. Wyglądał na trochę złego. Podał mi swoja kurtkę i pomógł wstać. Odprowadził do domu, gdzie czekali zmartwieni rodzice.
-Yuki! - Mama mnie objęła.
-Przepraszam... - Wyszeptałam.
- Dziękujemy Shu. - Tata podszedł.
Shu tylko kiwnął głową. Mama szybko przygotowała mi kąpiel i piżamę. Umyłam się, po czym położyłam w łóżku. Mama jeszcze tylko przyniosła mi herbatę i jakieś syropy. Usiadła obok i sprawdziła czoło.
- Co się stało? - Zapytała.
- Nie wiem... Miko coś jest, ale nie chce mi powiedzieć co, a Yume jest bardzo niegrzeczna jeśli odzywa się do Miko. - Powiedziałam.
- Rozumiem, ale przez to nie możesz robić takich rzeczy. Miko pewnie jest zestresowana,a co do Yume to się po prostu martwi o Ciebie. Wiesz przecież, że ona dla Ciebie nie chce źle.- Odparła.
- Dziękuję mamo, chyba masz rację.- Wypiłam leki i wzięłam się za gorący napój.
Mama wyszła,a ja po chwili zasnęłam.
czwartek, 8 maja 2014
Dam z siebie wszystko...
Marie spojrzała na rysunek, jednak nie z zachwytem, czy zdziwieniem... Jej twarz nie wyrażała nic. Schowała rysunek do zeszytu i odeszła. Byłam w szoku, nie wiedziałam co myśleć... Miałam ochotę płakać, jak nienormalna. Yuki podeszła do mnie i radośnie klepnęła mnie w plecy.
- No to jeszcze jedna lekcja! - Była taka szczęśliwa, a ja już nie miałam siły.
Wybiegłam z klasy, jeszcze kogoś potrąciłam w drodze do toalety, tylko szybko przeprosiłam. Weszłam do pierwszej lepszej kabiny,a gdy zgrzyt zamka oznajmił zamknięcie drzwi łzy spłynęły mi po policzkach. Pierwsze dni,a ja już nie wyrabiam. Nie wiem jak Ci ludzie dają sobie radę z taka presją.
- Miko? Jesteś tu? - Usłyszałam Yuki.
Udawałam, że mnie tu nie ma, ale tupanie małych nóżek nie zmierzało ku drzwiom.
- Miko! Nie siedź cicho, wiem, że się tu kierowałaś, a nie znasz dobrze szkoły! - Krzyczała oburzona.
W końcu jednak wyszła, poczekałam jeszcze chwilę, po czym wyszłam opłukać twarz. Za chwile miał być dzwonek, na lekcję. Wyszłam z łazienki i poszłam w stronę klasy, jednak po drodze zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o parapet, ale zrozumiałam, że za dwie minuty dzwonek, a ja czuję się słabo. Nie mogłam pozwolić na to by coś mi się stało, ale nie mogłam się spóźnić. Wzięłam dwa głębokie oddechy i pobiegłam ile sił w nogach na lekcję. Zdążyłam, chociaż z ledwością. Nauczyciel już był w klasie. Yuki spojrzała na mnie trochę zmartwiona, ale to zignorowałam.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
Wszyscy usiedli i czas było zacząć lekcję.
- Jesteście tu po to y rysować i uczyć się różnych rzeczy. Wiem, że wszystkie techniki już. znacie, macie takie, które stosujecie. Dzisiaj zrobicie na lekcji 4 rysunki, mają być o różnej tematyce. - Myślałam, że oczy z orbit mi wyjdą.
Wszyscy nagle wyciągnęli przyrządy, najgorsze było to, że ja nic nie miałam. Wstydziłam się za siebie, a do tego łzy znowu zaczęły wracać. Nagle Yuki dotknęła mnie palcem. Spojrzałam na nią,a ona podała mi ołówek i kartkę. Oczy mi się aż zaświeciły, a ona uśmiechnęła się do mnie. Chwyciłam kartkę, jednak totalnie nie wiedziałam co zrobić. Wpadłam jednak an plan, zaczęłam coś tam robić, a pięć minut przed dzwonkiem spojrzałam na moje prace z zachwytem.
Oddałam prace i usiadłam, gdy rozległ sie dzwonek poczułam wolność. Jednak Marie stanęła przede mną.
- Jutro sie wszystkiego dowiesz. - Powiedziała zimno i odeszła.
Oczy znowu zaszły wodą, ale tym razem szybko się uspokoiłam. Oddałam rzeczy Yuki.
- Wszystko w porządku? - Zapytała.
- Czemu by miało być źle? - Zapytałam.
- Jesteś blada jak ściana, nauczyciel zmierzył Cię podejrzliwie. Poza tym ta twoja ucieczka. - Westchnęła.
- Wszystko w porządku. - Odparłam i podszedł do nas Ren.
- Szybko, reszta czeka.- Powiedział.
- Ja wrócę dziś sama. - Uśmiechnęłam się.
Ren dziwnie się nachylił i spojrzał mi w oczy. Potem wyprostował się i spojrzał an moja nową przyjaciółkę, mrugnął nieznacznie.
- Wracasz z nami. - Powiedział twardo.
- Naprawdę nie... - Nagle weszła moja ulubienica.
- Na co czekacie?! Wszyscy czekamy! - Krzyknęła.
- Miko się sprzecza. - Powiedziała Yuki.
- Hmmm, jak chce iść sama to niech idzie. - Wzruszyła ramionami.
Yuki za to nagle do niej podeszła i wypchnęła barkiem.
- Miko rusz się, idziemy. - Powiedziała wściekła.
- Naprawdę nie trzeba. - Zaczęłam szybko machać rękami.
- Rusz dupę. - Warknęła Yume.
Zmieszana, postanowiłam być stanowcza.
- Nie zamierzam być problemem. -Powiedziałam nie za głośno i wybiegłam z klasy.
- Miko! - Usłyszałam przerażony krzyk Yuki.
Szybko ubrałam buty i wybiegłam dziko ze szkoły, niestety akurat padało, a ja bez parasola wleciałam w deszcz. Nagle poczułam się słaba,a potem nicość.
- No to jeszcze jedna lekcja! - Była taka szczęśliwa, a ja już nie miałam siły.
Wybiegłam z klasy, jeszcze kogoś potrąciłam w drodze do toalety, tylko szybko przeprosiłam. Weszłam do pierwszej lepszej kabiny,a gdy zgrzyt zamka oznajmił zamknięcie drzwi łzy spłynęły mi po policzkach. Pierwsze dni,a ja już nie wyrabiam. Nie wiem jak Ci ludzie dają sobie radę z taka presją.
- Miko? Jesteś tu? - Usłyszałam Yuki.
Udawałam, że mnie tu nie ma, ale tupanie małych nóżek nie zmierzało ku drzwiom.
- Miko! Nie siedź cicho, wiem, że się tu kierowałaś, a nie znasz dobrze szkoły! - Krzyczała oburzona.
W końcu jednak wyszła, poczekałam jeszcze chwilę, po czym wyszłam opłukać twarz. Za chwile miał być dzwonek, na lekcję. Wyszłam z łazienki i poszłam w stronę klasy, jednak po drodze zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o parapet, ale zrozumiałam, że za dwie minuty dzwonek, a ja czuję się słabo. Nie mogłam pozwolić na to by coś mi się stało, ale nie mogłam się spóźnić. Wzięłam dwa głębokie oddechy i pobiegłam ile sił w nogach na lekcję. Zdążyłam, chociaż z ledwością. Nauczyciel już był w klasie. Yuki spojrzała na mnie trochę zmartwiona, ale to zignorowałam.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
Wszyscy usiedli i czas było zacząć lekcję.
- Jesteście tu po to y rysować i uczyć się różnych rzeczy. Wiem, że wszystkie techniki już. znacie, macie takie, które stosujecie. Dzisiaj zrobicie na lekcji 4 rysunki, mają być o różnej tematyce. - Myślałam, że oczy z orbit mi wyjdą.
Wszyscy nagle wyciągnęli przyrządy, najgorsze było to, że ja nic nie miałam. Wstydziłam się za siebie, a do tego łzy znowu zaczęły wracać. Nagle Yuki dotknęła mnie palcem. Spojrzałam na nią,a ona podała mi ołówek i kartkę. Oczy mi się aż zaświeciły, a ona uśmiechnęła się do mnie. Chwyciłam kartkę, jednak totalnie nie wiedziałam co zrobić. Wpadłam jednak an plan, zaczęłam coś tam robić, a pięć minut przed dzwonkiem spojrzałam na moje prace z zachwytem.
- Jutro sie wszystkiego dowiesz. - Powiedziała zimno i odeszła.
Oczy znowu zaszły wodą, ale tym razem szybko się uspokoiłam. Oddałam rzeczy Yuki.
- Wszystko w porządku? - Zapytała.
- Czemu by miało być źle? - Zapytałam.
- Jesteś blada jak ściana, nauczyciel zmierzył Cię podejrzliwie. Poza tym ta twoja ucieczka. - Westchnęła.
- Wszystko w porządku. - Odparłam i podszedł do nas Ren.
- Szybko, reszta czeka.- Powiedział.
- Ja wrócę dziś sama. - Uśmiechnęłam się.
Ren dziwnie się nachylił i spojrzał mi w oczy. Potem wyprostował się i spojrzał an moja nową przyjaciółkę, mrugnął nieznacznie.
- Wracasz z nami. - Powiedział twardo.
- Naprawdę nie... - Nagle weszła moja ulubienica.
- Na co czekacie?! Wszyscy czekamy! - Krzyknęła.
- Miko się sprzecza. - Powiedziała Yuki.
- Hmmm, jak chce iść sama to niech idzie. - Wzruszyła ramionami.
Yuki za to nagle do niej podeszła i wypchnęła barkiem.
- Miko rusz się, idziemy. - Powiedziała wściekła.
- Naprawdę nie trzeba. - Zaczęłam szybko machać rękami.
- Rusz dupę. - Warknęła Yume.
Zmieszana, postanowiłam być stanowcza.
- Nie zamierzam być problemem. -Powiedziałam nie za głośno i wybiegłam z klasy.
- Miko! - Usłyszałam przerażony krzyk Yuki.
Szybko ubrałam buty i wybiegłam dziko ze szkoły, niestety akurat padało, a ja bez parasola wleciałam w deszcz. Nagle poczułam się słaba,a potem nicość.
sobota, 26 kwietnia 2014
Ta szkoła jest dziwna!
Nie szukałyśmy zbyt długo, Linda była na sali gimnastycznej i rozmawiała z Jordanem.
- Lindaaaa! - Krzyknęła Yuki machając ręką.
- Ooo Yuki. Co t tutaj robisz? - Zapytała miło
- To jest moja nowa przyjaciółka, chodzi ze mną do klasy i chciała poprosić o naukę boksu. - Powiedziała bez namysłu dziewczyna.
- Ty i boks? - Linda spojrzała na mnie zdziwiona.
Jordan też patrzył na mnie zdziwiony, w końcu zawsze byłam taka niby słaba i tak dalej.
- Tak. Mogłabym? - Zapytałam.
- Oczywiście, ale najpierw pokaż co potrafisz. - Oznajmiła.
Zrobiła mi szybką rozgrzewkę i zaczęłam nawalać z całej siły we worek. Nie było to trudne, Linda jednak nie używała dużo siły by trzymać worek, mimo, że czasem uciekł jej z rąk, albo się posuwała. Wszyscy byli pod wrażeniem moich umiejętności. Wynikały one z mojego domu rodzinnego, gdzie tata wyznawał zasadę, ze trzeba się samemu chronić.
- Pięknie. Masz niezłą formę i dobrze walisz, będą z Ciebie ludzie. - Na jej twarzy malował się podziw, zaś na mojej zmęczenie.
- Dzię.. Dziękuję. - Wysapałam upadając na kolana.
-Wszystko dobrze? - Zapytał Jordan, który zaraz przy mnie klęknął..
- Tak... - Oznajmiłam, ale tak naprawdę byłam zziajana,a zaraz miałam lekcję wf'u, do tego dochodził stres związany z nauczycielem, nie wspominając już o zadaniu, które powierzyła mi Marie.
- Miko, chodź do szatni. - Yuki złapała mnie za rękę i spróbowała pomóc wstać.
Wstałam z lekkim zachwianiem, chłopak ruszył za nami.
- Co teraz macie? -Zapytał.
- Wf. - Odparła Yuki, która pomagała mi iść.
- Co kurde?! Oszalałaś?! Przyszłyście tu przed wf?! Przecież ona nie jest zdolna do ćwiczeń, jeszcze dziś będzie sprawdzać waszą wytrwałość! - Jordan darł się niemiłosiernie.
- Będzie dobrze. - Wysapałam.
- Nic nie będzie dobrze. Zaraz wracam,a wy tu stać. - Rozkazał.
- Wszystko dobrze? - Yuki spojrzała na mnie zmartwiona.
- Tylko chwilę odpocznę, przecież wiesz, że dam radę. - Uśmiechnęłam się.
Mój luby przyszedł z trzema butelkami zimnej wody.
- Pić,a ty Miko, jak masz zamiar funkcjonować przez resztę dnia? - Zapytał pogardliwie.
- Skoro tak, to zakład, że dam radę. - Wyciągnęłam dłoń.
Spojrzał na mnie jednym okiem po ukosie i podał rękę. Też miał wf, wiec mógł mnie obserwować. Przebrałyśmy się w szatni i poszłyśmy na boisko, gdzie czekała na nas trenerka.
- Lindaaaa! - Krzyknęła Yuki machając ręką.
- Ooo Yuki. Co t tutaj robisz? - Zapytała miło
- To jest moja nowa przyjaciółka, chodzi ze mną do klasy i chciała poprosić o naukę boksu. - Powiedziała bez namysłu dziewczyna.
- Ty i boks? - Linda spojrzała na mnie zdziwiona.
Jordan też patrzył na mnie zdziwiony, w końcu zawsze byłam taka niby słaba i tak dalej.
- Tak. Mogłabym? - Zapytałam.
- Oczywiście, ale najpierw pokaż co potrafisz. - Oznajmiła.
Zrobiła mi szybką rozgrzewkę i zaczęłam nawalać z całej siły we worek. Nie było to trudne, Linda jednak nie używała dużo siły by trzymać worek, mimo, że czasem uciekł jej z rąk, albo się posuwała. Wszyscy byli pod wrażeniem moich umiejętności. Wynikały one z mojego domu rodzinnego, gdzie tata wyznawał zasadę, ze trzeba się samemu chronić.
- Pięknie. Masz niezłą formę i dobrze walisz, będą z Ciebie ludzie. - Na jej twarzy malował się podziw, zaś na mojej zmęczenie.
- Dzię.. Dziękuję. - Wysapałam upadając na kolana.
-Wszystko dobrze? - Zapytał Jordan, który zaraz przy mnie klęknął..
- Tak... - Oznajmiłam, ale tak naprawdę byłam zziajana,a zaraz miałam lekcję wf'u, do tego dochodził stres związany z nauczycielem, nie wspominając już o zadaniu, które powierzyła mi Marie.
- Miko, chodź do szatni. - Yuki złapała mnie za rękę i spróbowała pomóc wstać.
Wstałam z lekkim zachwianiem, chłopak ruszył za nami.
- Co teraz macie? -Zapytał.
- Wf. - Odparła Yuki, która pomagała mi iść.
- Co kurde?! Oszalałaś?! Przyszłyście tu przed wf?! Przecież ona nie jest zdolna do ćwiczeń, jeszcze dziś będzie sprawdzać waszą wytrwałość! - Jordan darł się niemiłosiernie.
- Będzie dobrze. - Wysapałam.
- Nic nie będzie dobrze. Zaraz wracam,a wy tu stać. - Rozkazał.
- Wszystko dobrze? - Yuki spojrzała na mnie zmartwiona.
- Tylko chwilę odpocznę, przecież wiesz, że dam radę. - Uśmiechnęłam się.
Mój luby przyszedł z trzema butelkami zimnej wody.
- Pić,a ty Miko, jak masz zamiar funkcjonować przez resztę dnia? - Zapytał pogardliwie.
- Skoro tak, to zakład, że dam radę. - Wyciągnęłam dłoń.
Spojrzał na mnie jednym okiem po ukosie i podał rękę. Też miał wf, wiec mógł mnie obserwować. Przebrałyśmy się w szatni i poszłyśmy na boisko, gdzie czekała na nas trenerka.
Wydawała się miłą osobą, do póki jej nie poznałam...
- Witam drogie Panie. - Uśmiechnęła się.
- Dzień dobry! - Krzyknęłyśmy chórem.
-Dobrze, ustawcie się, sprawdzę obecność. - Długo jej to nie zajęło, po czym wyszłyśmy na boisko, kazała nam zrobić dwa okrążenia, ale truchtem, bez szybkiego biegania.
Po zrobionych kółkach, wszystkie dziewczyny patrzyły lekko znudzone na ten wf..
- Dobrze, nie przedstawiłam się. Jestem Sora, nie jestem dużo starsza, a wiec mówcie mi po imieniu. Następne, na tych zajęciach będziecie ostro ćwiczyć, to było tylko sprawdzenie jak sobie radzić w biegach. Dziś zaczniemy od fitness. Nie chcę was martwić, zaczniemy od podstaw, ale będziecie na najwyższym poziomie, ponieważ wychowawca prosił o to byście były w idealnej formie kiedy tylko nadejdzie jakiś konkurs. Żeby was jakoś zachęcić postanowiłam was wyciągnąć na powietrze. Raczej nie wydajecie się wstydliwe, wiec chłopacy wam nie będą przeszkadzać. - Powiedziała patrząc na nas uśmiechnięta.
- Mam pytanie. - Zgłosiła się Marie.
- Tak? - Zapytała.
- Czy każdy wf będzie inny? - Zapytała.
- Tak, czasem jednak poświecę na niektóre sprawy więcej czasu. Dziś uczycie się podstaw, na następnym wf nauczę was układu i będziecie musiały go zdawać. - Oznajmiła.
- To nie fair, czemu mamy mieć taki wysoki poziom? - Zapytała Yuki.
- Wasza sprawność fizyczna jest dopracowana w dużym stopniu, to co robię z innymi nawet by was nie zmęczyło. - Odparła,a wtedy Wszystkie pomachałyśmy na znak zgody głowami.
- Soro, a czy można przynosić picie na wf? - Zapytała Lizzy.
- Nie, będę wam robić chwilowe przerwy, kiedy idziecie się napić. - Oznajmiła.
- Ile będą trwać? - Zapytałam.
- Dwie minuty. Teraz zaczynajmy ćwiczyć. Stańcie w rozsypce.- Odparła i stanęła przed nami, po czym włączyła muzykę.
- Najpierw podstawowe kroki! - Zaczęła i tak już cała lekcje ćwiczyłyśmy, nie raz którąś łapał skurcz, kolejną bolały ręce, inną nogi, ale trenerka nie odpuszczała, kazała się ruszać i nie obijać.
Ledwo co dałam rade z tym tempem, teraz zostało mi tylko zapamiętać kroki. Po wf szybko się przebrałam i razem z Yuki poszłyśmy do klasy, gdzie miałyśmy mieć geografię. Podobno facet od tego był ostry, ale nigdy nie wpisał żadnej uwagi.Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy usiedli na miejsca, ale nauczyciela jeszcze nie było, chyba dopiero po 10 minutach się zjawił. Był wysoki i przystojny.
- Przepraszam, za spóźnienie. Nie posiadam zegarka. - Powiedział siadając wyluzowany do biurka.
Wszyscy siedzieli cicho....
- Dobra, wypada jakoś zacząć. Jestem Mike, wiec jeśli kogoś o mnie pytacie to mówcie senpai,a ze mną jak z kumplem macie gadać. Macie ze mną geografię, co oznacza,z ę używamy atlasów i innych pierdołów. Obecności nie będę sprawdzał, zrobi to dyżurny,a jeśli się pomyli... - zaczął się zastanawiać.
- Nie mamy dyżurnych. - Powiedziała Marie.
- No taaa, zapomniałem, wy te wykwalifikowane gówniarze. - Zerknął an nią pogardliwie.
- Niech pan lepiej uważa na słowa. - Warknęła w odzewie.
- Przyganiał kocioł garnkowi. - Odparł.
- Będziemy dziś coś robić? - Zapytałam by przerwać tę dyskusję.
- Ta, piszecie kartkówkę. - Uśmiechnął się wrednie.
- Co? Przecież tak nie można! - Wstałam w gniewie.
- Nie? Tak mi przykro. Jeszcze jedno słowo i dostaniecie takie pytania, zę wam gały z orbit wyjdą. - Podszedł do tablicy.
Wszyscy wieli kartki, a on napisał na tablicy: " Co pamiętasz z 1 i 2 gim? Opisz co to jest podszyt.". Usiadł i położył nogi na stół,a wszyscy po napisaniu oddawali mu kartkówkę na biurko. Gdy wszyscy skończyli to facet wstał, wziął kartki, wystawił za okno i spalił ogniem z zapalniczki, wygwizdując przy tym jakąś melodie. Zamurowało mnie, inni zaś patrzyli znudzeni.
- Koniec tych pierdół, to czego was uczyli to nic, wy macie mieć szerszą wiedzę. Dostajecie dziś kserówki i tam macie zadania. Tak przy okazji spasujcie z tonu kiedy ze mną rozmawiacie, uwagi czy kłótnie skończą się dla was ostrym oszołomieniem. Jednak brawo za odwagę i przeciwstawienie się bez skrupułów, obydwie panie dostają po 4+. - Powiedział, po czym wyszedł z sali.
Gdyby nie to, zę wiem jak tu jest dziwnie to bym pewnie się bała, ale to jest mega dziwna szkoła. Wyjęłam brudnopis i zajęłam się rysowaniem. Nagle wszedł senpai od geografii i położył kartki an biurko.
- To wasze kserówki, na dziś koniec lekcji. - Powiedział od niechcenia i wyszedł.
Każdy wziął, niektórzy to robili, niektórzy nie, ja rysowałam. W końcu gdy zadzwonił dzwonek na przerwę to skończyłam. Podałam Marie rysunek.
czwartek, 24 kwietnia 2014
Czyżby szok w nowej szkole?
Na lekcji jak zwykle panowała ta dziwna atmosfera... Napięta, jednak dość przyjemna. Dopóki wychowawczyni nie weszła do klasy.
- Dobra, koniec pogadanek! Jutro poznajecie nauczycieli, którzy zostali zmienieni na potrzeby waszych umiejętności.Miko, nie znam twoich umiejętności, jednak musisz się dopasować. Jedyne co musisz zapamiętać to to, że tu nie ma osób słabych w jakimkolwiek przedmiocie. Jeśli masz jakiekolwiek problemy, mówisz o tym bez żadnych ale. Jeśli dostaniesz 1 czy 2 to jedyne co zdobywasz u nauczyciela to zła opinia, która idzie na kolejnych testach. Wszystkie testy są trudne, wasz egzamin w porównaniu z tą nauką będzie łatwiejszy niż przedszkole.Nie ma opcji, że ktoś nie daje rady. Wasze kółka nie mają prawa ingerować w naukę. Dajcie z siebie wszystko! Pytania?
- Senpai...Co do popraw... - Zapytała Lizzy.
- Jak zwykle, poprawiacie tylko prace klasowe. Jeden raz, termin uzgadniasz z nauczycielem.- Szybko powiedziała nauczycielka.
- Kogo mamy od sztuki? - Zapytała Yami.
- Panią która was zakatuje. - Uśmiechnęła się uroczo wychowawczyni.
- Ta. Mamy jakieś specjalne wymogi? - Marie miała jak zwykle ostre zdania.
- Oczywiście. Przede wszystkim nie macie wycieczek i nie startujecie w żadnym festiwalu, możecie jedynie w konkursach startować. - Zaczęła przeglądać jakieś kartki.
- Specjalne umorzenia? - Wszystkich oczy zabłyszczały.
- Macie prawo używać przekleństw przy dużym stresie, nie odzywać się do nauczycieli i siedzieć w pozycjach jakie wam odpowiadają. - Powiedziała z żelazna miną.
- Jak to? O co chodzi? - Zapytałam zdezorientowana.
- Jako, że jesteśmy najważniejszą klasą w całej szkole to możemy się wyróżniać ponad tłum. Nie mogą nam podskakiwać nawet osoby z równoległych klas. W przypadku kiedy się nam sprzeciwią mamy prawo do przyłożenia w twarz. Jednak nie możemy pokazywać zbyt wiele agresji, mają mieć nas za spokojnych, pracowitych i mają nas szanować. - Wytłumaczył Tsuki.
- Mamy regulamin, który dziś się pojawi. - Dodała Kaze.
- Czyli... Macie więcej takich przywilejów? - Zapytałam zaciekawiona.
- Dokładnie. Jednak każdy ma swoje wytyczne. Tak jak w uderzeniu, możemy stosować przemoc, ale mają nas mieć za spokojnych. - Dodała Marie.
- Co z młodszymi klasami? - Zapytałam.
- Posiadają mniej takich propozycji, ale klasa artystyczna jest najbardziej szanowana, ponieważ jest najtrudniejszą w całej Japonii, nawet Korea nie ma prawa mieć takich wytycznych jak my. Jesteśmy jedyną szkoła, która na to zezwala.- Powiedziała Senpai.
- Najtrudniejsze przed Tobą. - Dodała Yuki.
- Nie strasz jej. - Uśmiechnęła się nauczycielka.
- Dobra. - Powiedziała Yuki.
- Teraz ruszać leniwe tyłki na salę gimnastyczna. Dziś macie wf, potem geografię, a na końcu plastykę.- Kobieta wyszła z klasy równo z dzwonkiem.
Byłam w szoku, jak to lekcje... W pierwszym dniu!?
- Ej, nowa. To nie jest klasa dla łamag. Masz trzy przerwy,a przez nie czekamy na szkic czegokolwiek od Ciebie. - Podeszła do mnie Marie, a każdy skierował wzrok na mnie.
- Nie dam rady! - Uniosłam się.
- Wytłumaczę jej. - Yuki usiadła na mojej ławce z poważną miną.
Dziewczyna odeszła, a przyjaciółka skierowała na mnie swoja buzie.
- Teraz bez zabawy. Musisz coś narysować, ma być to piękny szkic, którym zasłużysz sobie u nas na uznanie, jeśli nie zaliczysz odbieramy Ci jeden przywilej.
- Co? - W oczach zagościły łzy, a ręce trzęsły mi się z lekka.
- Spokojnie dasz radę. - Uśmiechnęła się.
- Ta... - Spojrzałam na ławkę.
- Dobra chodź poszukać Lindy. - Wstałam z automatu i ruszyłyśmy jej szukać.
- Dobra, koniec pogadanek! Jutro poznajecie nauczycieli, którzy zostali zmienieni na potrzeby waszych umiejętności.Miko, nie znam twoich umiejętności, jednak musisz się dopasować. Jedyne co musisz zapamiętać to to, że tu nie ma osób słabych w jakimkolwiek przedmiocie. Jeśli masz jakiekolwiek problemy, mówisz o tym bez żadnych ale. Jeśli dostaniesz 1 czy 2 to jedyne co zdobywasz u nauczyciela to zła opinia, która idzie na kolejnych testach. Wszystkie testy są trudne, wasz egzamin w porównaniu z tą nauką będzie łatwiejszy niż przedszkole.Nie ma opcji, że ktoś nie daje rady. Wasze kółka nie mają prawa ingerować w naukę. Dajcie z siebie wszystko! Pytania?
- Senpai...Co do popraw... - Zapytała Lizzy.
- Jak zwykle, poprawiacie tylko prace klasowe. Jeden raz, termin uzgadniasz z nauczycielem.- Szybko powiedziała nauczycielka.
- Kogo mamy od sztuki? - Zapytała Yami.
- Panią która was zakatuje. - Uśmiechnęła się uroczo wychowawczyni.
- Ta. Mamy jakieś specjalne wymogi? - Marie miała jak zwykle ostre zdania.
- Oczywiście. Przede wszystkim nie macie wycieczek i nie startujecie w żadnym festiwalu, możecie jedynie w konkursach startować. - Zaczęła przeglądać jakieś kartki.
- Specjalne umorzenia? - Wszystkich oczy zabłyszczały.
- Macie prawo używać przekleństw przy dużym stresie, nie odzywać się do nauczycieli i siedzieć w pozycjach jakie wam odpowiadają. - Powiedziała z żelazna miną.
- Jak to? O co chodzi? - Zapytałam zdezorientowana.
- Jako, że jesteśmy najważniejszą klasą w całej szkole to możemy się wyróżniać ponad tłum. Nie mogą nam podskakiwać nawet osoby z równoległych klas. W przypadku kiedy się nam sprzeciwią mamy prawo do przyłożenia w twarz. Jednak nie możemy pokazywać zbyt wiele agresji, mają mieć nas za spokojnych, pracowitych i mają nas szanować. - Wytłumaczył Tsuki.
- Mamy regulamin, który dziś się pojawi. - Dodała Kaze.
- Czyli... Macie więcej takich przywilejów? - Zapytałam zaciekawiona.
- Dokładnie. Jednak każdy ma swoje wytyczne. Tak jak w uderzeniu, możemy stosować przemoc, ale mają nas mieć za spokojnych. - Dodała Marie.
- Co z młodszymi klasami? - Zapytałam.
- Posiadają mniej takich propozycji, ale klasa artystyczna jest najbardziej szanowana, ponieważ jest najtrudniejszą w całej Japonii, nawet Korea nie ma prawa mieć takich wytycznych jak my. Jesteśmy jedyną szkoła, która na to zezwala.- Powiedziała Senpai.
- Najtrudniejsze przed Tobą. - Dodała Yuki.
- Nie strasz jej. - Uśmiechnęła się nauczycielka.
- Dobra. - Powiedziała Yuki.
- Teraz ruszać leniwe tyłki na salę gimnastyczna. Dziś macie wf, potem geografię, a na końcu plastykę.- Kobieta wyszła z klasy równo z dzwonkiem.
Byłam w szoku, jak to lekcje... W pierwszym dniu!?
- Ej, nowa. To nie jest klasa dla łamag. Masz trzy przerwy,a przez nie czekamy na szkic czegokolwiek od Ciebie. - Podeszła do mnie Marie, a każdy skierował wzrok na mnie.
- Nie dam rady! - Uniosłam się.
- Wytłumaczę jej. - Yuki usiadła na mojej ławce z poważną miną.
Dziewczyna odeszła, a przyjaciółka skierowała na mnie swoja buzie.
- Teraz bez zabawy. Musisz coś narysować, ma być to piękny szkic, którym zasłużysz sobie u nas na uznanie, jeśli nie zaliczysz odbieramy Ci jeden przywilej.
- Co? - W oczach zagościły łzy, a ręce trzęsły mi się z lekka.
- Spokojnie dasz radę. - Uśmiechnęła się.
- Ta... - Spojrzałam na ławkę.
- Dobra chodź poszukać Lindy. - Wstałam z automatu i ruszyłyśmy jej szukać.
niedziela, 6 kwietnia 2014
Druga strona Yume i Rena. Czyżby Shu się wtrącał?
Po dotarciu do szkoły szybko przebraliśmy buty i chciałam iść do klasy, ale Yuki złapała mnie za rękę.
- Przepraszam. - Szepnęła.
- Za co? - Zdziwiłam się.
- No za tamtego gościa. Nie jest z naszej szkoły, ale już po raz enty jest tutaj. Jak chodziłam z Shu, albo Jordanem to nie podchodził, jak z Renem to czułam się bezpieczniej. Kiedyś jednak byłam sama, wtedy doszło by do nieszczęścia, bo ten chłopak... Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale chciał się na mnie rzucić. Cudem uciekłam.Akurat miał wybity palec i miałam głupie szczęście.- Posmutniała.
Ren podszedł i położył jej na głowie dłoń.
- On ma więcej napalonych kumpli, więc następnym razem nie ma, że idziecie same. - Powiedział Ren.
- Rozumiem. Opiekujecie się Yuki. - Przytuliłam ją.
- Idziemy do klasy. - Powiedział chłopak i zgodnie tam poszliśmy.
Ren jeszcze poszedł do automatu. Po chwili do klasy wleciała zestresowana Yume.
- Yuki! Nic Ci nie jest?! - Podbiegła do niej i obejrzała dłonie.
- Przecież z nią byłem. - Powiedział chłopak z czterema puszkami coli.
- Nie ważne! Następnym razem bardziej uważaj! - Wydarła się Yume.
Ren rozstawił puszki i spojrzał an mnie pytająco.
- Ile kosztowała? - Zapytałam grzebiąc w torbie.
- Nie oddawaj. - Odezwała się Yuki.
- Yuki.... - Starsza od nas o rok dziewczyna się zdziwiła.
- Nie, no co ty. - Zaśmiałam się nerwowo.
- 3 jeny. - Powiedział chłopak.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chyba... - Zaczęłam, ale on zaczął się śmiać.
- Nic mi nie wisisz. Jesteś teoretycznie już w naszej paczce. - Oznajmił.
- Co? - Zatkało mnie.
- Miko, choć pogadać. - Nagle Yume podeszła do mnie.
Wstałam i wyszłyśmy z klasy. Ona szybko przycisnęła mnie do ściany.
- Słuchaj no, Yuki Cie już przyjęła, Ren być może też, ale spróbuj któreś zranić lub zawieść mała gnido to Ci łeb rozwalę.- Syknęła.
- Ja nic... - Zatkało mnie totalnie.
- Dopilnuję byś za szybko nie zdobyła niczyjego serca.- Warknęła i mnie puściła.
Nogi miałam jak z waty i szybko usiadłam na ziemi. Szlochałam jak nienormalna, a ona tylko stała nadal wściekła. Po chwili odeszła,a ja zostałam sama. Nagle ktoś dotknął mojej głowy.
- Co się stało? - Zapytał mnie Shu.
- Nic... - Schowałam głowę jeszcze bardziej.
- Roko czy Yume? - Zapytał.
- Yume. - Powiedziałam niewyraźnie.
- Ta to ma tupet. Nie płacz. - Usiadł obok i podniósł mi delikatnie głowę.
- Nasza paczka jest jak rodzina. Yume jest jak nadopiekuńcza matka i dlatego pokazała zęby.- Tłumaczył.
- Wiem.- łzy nadal mi ciekły po twarzy.
On otarł mi łzy ręką i pomógł wstać.
- Nie załamuj się. Musisz zdobyć w jej oczach uznanie. U Rena szybko Ci poszło, bo pomogłaś mu bronić Yuki. i opiekowałaś się kiedy go nie było. - Uśmiechnął się.
- Naprawdę? - Zapytałam.
- Pewno, a Jordan już tobie ufa. - Poprawił mi włosy.
- Dziękuję Ci. - Przytuliłam się do chłopaka.
Potem zabrzmiał dzwonek i poszliśmy na lekcję...
- Przepraszam. - Szepnęła.
- Za co? - Zdziwiłam się.
- No za tamtego gościa. Nie jest z naszej szkoły, ale już po raz enty jest tutaj. Jak chodziłam z Shu, albo Jordanem to nie podchodził, jak z Renem to czułam się bezpieczniej. Kiedyś jednak byłam sama, wtedy doszło by do nieszczęścia, bo ten chłopak... Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale chciał się na mnie rzucić. Cudem uciekłam.Akurat miał wybity palec i miałam głupie szczęście.- Posmutniała.
Ren podszedł i położył jej na głowie dłoń.
- On ma więcej napalonych kumpli, więc następnym razem nie ma, że idziecie same. - Powiedział Ren.
- Rozumiem. Opiekujecie się Yuki. - Przytuliłam ją.
- Idziemy do klasy. - Powiedział chłopak i zgodnie tam poszliśmy.
Ren jeszcze poszedł do automatu. Po chwili do klasy wleciała zestresowana Yume.
- Yuki! Nic Ci nie jest?! - Podbiegła do niej i obejrzała dłonie.
- Przecież z nią byłem. - Powiedział chłopak z czterema puszkami coli.
- Nie ważne! Następnym razem bardziej uważaj! - Wydarła się Yume.
Ren rozstawił puszki i spojrzał an mnie pytająco.
- Ile kosztowała? - Zapytałam grzebiąc w torbie.
- Nie oddawaj. - Odezwała się Yuki.
- Yuki.... - Starsza od nas o rok dziewczyna się zdziwiła.
- Nie, no co ty. - Zaśmiałam się nerwowo.
- 3 jeny. - Powiedział chłopak.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chyba... - Zaczęłam, ale on zaczął się śmiać.
- Nic mi nie wisisz. Jesteś teoretycznie już w naszej paczce. - Oznajmił.
- Co? - Zatkało mnie.
- Miko, choć pogadać. - Nagle Yume podeszła do mnie.
Wstałam i wyszłyśmy z klasy. Ona szybko przycisnęła mnie do ściany.
- Słuchaj no, Yuki Cie już przyjęła, Ren być może też, ale spróbuj któreś zranić lub zawieść mała gnido to Ci łeb rozwalę.- Syknęła.
- Ja nic... - Zatkało mnie totalnie.
- Dopilnuję byś za szybko nie zdobyła niczyjego serca.- Warknęła i mnie puściła.
Nogi miałam jak z waty i szybko usiadłam na ziemi. Szlochałam jak nienormalna, a ona tylko stała nadal wściekła. Po chwili odeszła,a ja zostałam sama. Nagle ktoś dotknął mojej głowy.
- Co się stało? - Zapytał mnie Shu.
- Nic... - Schowałam głowę jeszcze bardziej.
- Roko czy Yume? - Zapytał.
- Yume. - Powiedziałam niewyraźnie.
- Ta to ma tupet. Nie płacz. - Usiadł obok i podniósł mi delikatnie głowę.
- Nasza paczka jest jak rodzina. Yume jest jak nadopiekuńcza matka i dlatego pokazała zęby.- Tłumaczył.
- Wiem.- łzy nadal mi ciekły po twarzy.
On otarł mi łzy ręką i pomógł wstać.
- Nie załamuj się. Musisz zdobyć w jej oczach uznanie. U Rena szybko Ci poszło, bo pomogłaś mu bronić Yuki. i opiekowałaś się kiedy go nie było. - Uśmiechnął się.
- Naprawdę? - Zapytałam.
- Pewno, a Jordan już tobie ufa. - Poprawił mi włosy.
- Dziękuję Ci. - Przytuliłam się do chłopaka.
Potem zabrzmiał dzwonek i poszliśmy na lekcję...
niedziela, 23 marca 2014
Droga do szkoły.
Rano obudził mnie głośny budzik. Wstałam, zjadłam i szybko przygotowałam się na biegi. Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
- Tak? - Odebrałam.
- No, ja czekam już na dole. - Odezwał się ten znajomy głos.
- Już schodzę. - Oznajmiłam.
Yuki jak zwykle odpicowała się niepotrzebnie.Szybkie rozciąganie, po czym zaczęłyśmy biegać.
- Ej, Miko?! Lubisz sport?!- Krzyczała za mną Yuki, bo biegłam dużo szybciej.
- Tak! - Odkrzyknęłam.
- Bo u nas w szkole, jest takie kółko! -Krzyknęła.
- Jakie?! - Zapytał;am.
- No boks i miecz! - Krzyknęła,a ja się zatrzymałam.
- Boks? - Zapytałam.
Yuki oparła się po dobiegnięciu do mnie o kolana i dysząc powiedziała:
- No. Jordan chodzi na miecz.-
- Boks? - Zapytałam jak zacięta płyta.
- Chciałabyś chodzić? - Zapytała.
-Tak. - Pomachałam głową.
- To dziś pójdziemy do Lindy. - Powiedziała.
- Dobrze. Musimy się przebrać do szkoły. - Spojrzałam na zegarek.
- Co!!!! Nawet nie odpoczęłyśmy! - Krzyczała.
Wzięłam ja na barana i szybko dobiegłam do domu. Yuki poprosiła mnie o pożyczenie mundurka, bo ona swojego do mnie nie zabrała.
- Masz. - Rzuciłam.
- Dziękować. - Obierając ledwo co się zmieściła w moich wymiarach.
Na brzuchu było dla niej obcisłe, zaś na piersiach bluzka odstawała. Spódniczkę musiała wziętość wyżej, bo miałam od niej szersze biodra.
- Masz lepsze wymiary ode mnie. - Powiedziała.
- Nie gadaj, musimy już wychodzić! - Krzyknęłam.
Nagle zadzwonił jej telefon.
- Taaa? - Zapytała, włączając na głośnik.
- Gdzie jesteś? - Zapytał męski głos.
- U Miko. - Odpowiedziała.
- Jedziemy we trójkę. - oznajmił.
- Hej! nie umawiałyśmy się z Tobą! - Krzyknęła wściekła.
- Miko, masz coś przeciwko? - Zapytał.
- Nie. - Powiedziałam.
Ciekawiło mnie skąd wiedział, zę wszystko słyszę.
- Czekam już na przystanku autobusowym. - Powiedział i szybko się rozłączył.
- Ten to ma tupet! - Wrzasnęła dziewczyna.
- Kto to był? - Zapytałam.
- Ren, pewnie Jordan jak zwykle kazał mu mnie pilnować. Tępi idioci! Nie mam 5 lat! - Darła się.
- Spokojnie, nie rozumiem twojego oburzenia, ale nie denerwuj się tak,a teraz chodź. - Uspokoiłam ja i szybko dotarłyśmy na przystanek.
Gdy szłyśmy na niego Yuki nagle wzięła rozpęd i kopnęła Rena w kręgosłup.
- Ty pajacu! Jak zwykle słuchasz JEGO. Nadal jesteś jak jego pies! Zacznij myśleć sam! Jesteś na posyłki! Wkurzasz mnie! - Darła się jak opętana, kiedy chłopak wstawał z ziemi.Podbiegłam do niej i zaczęłam ja uciszać.
- Yuki, ludzie patrzą. Spokojnie. Nie powinnaś używać takich słów. - Mówiłam cicho.
- Niech patrzą i słuchają jaki z niego przydupas! - Wrzeszczała.
Reakcja Rena mnie zdziwiła... Wyjął z plecaka kawę i dał jej w milczeniu.Dziewczyna popatrzyła na niego wkurzona, ale wzięła kawę i momentalnie afera zniknęła. Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy do szkoły, w CISZY. Gdy wysiedliśmy to do naszej aferowiczki podbiegł jakiś chłopak.
- Tak? - Odebrałam.
- No, ja czekam już na dole. - Odezwał się ten znajomy głos.
- Już schodzę. - Oznajmiłam.
Yuki jak zwykle odpicowała się niepotrzebnie.Szybkie rozciąganie, po czym zaczęłyśmy biegać.
- Ej, Miko?! Lubisz sport?!- Krzyczała za mną Yuki, bo biegłam dużo szybciej.
- Tak! - Odkrzyknęłam.
- Bo u nas w szkole, jest takie kółko! -Krzyknęła.
- Jakie?! - Zapytał;am.
- No boks i miecz! - Krzyknęła,a ja się zatrzymałam.
- Boks? - Zapytałam.
Yuki oparła się po dobiegnięciu do mnie o kolana i dysząc powiedziała:
- No. Jordan chodzi na miecz.-
- Boks? - Zapytałam jak zacięta płyta.
- Chciałabyś chodzić? - Zapytała.
-Tak. - Pomachałam głową.
- To dziś pójdziemy do Lindy. - Powiedziała.
- Dobrze. Musimy się przebrać do szkoły. - Spojrzałam na zegarek.
- Co!!!! Nawet nie odpoczęłyśmy! - Krzyczała.
Wzięłam ja na barana i szybko dobiegłam do domu. Yuki poprosiła mnie o pożyczenie mundurka, bo ona swojego do mnie nie zabrała.
- Masz. - Rzuciłam.
- Dziękować. - Obierając ledwo co się zmieściła w moich wymiarach.
Na brzuchu było dla niej obcisłe, zaś na piersiach bluzka odstawała. Spódniczkę musiała wziętość wyżej, bo miałam od niej szersze biodra.
- Masz lepsze wymiary ode mnie. - Powiedziała.
- Nie gadaj, musimy już wychodzić! - Krzyknęłam.
Nagle zadzwonił jej telefon.
- Taaa? - Zapytała, włączając na głośnik.
- Gdzie jesteś? - Zapytał męski głos.
- U Miko. - Odpowiedziała.
- Jedziemy we trójkę. - oznajmił.
- Hej! nie umawiałyśmy się z Tobą! - Krzyknęła wściekła.
- Miko, masz coś przeciwko? - Zapytał.
- Nie. - Powiedziałam.
Ciekawiło mnie skąd wiedział, zę wszystko słyszę.
- Czekam już na przystanku autobusowym. - Powiedział i szybko się rozłączył.
- Ten to ma tupet! - Wrzasnęła dziewczyna.
- Kto to był? - Zapytałam.
- Ren, pewnie Jordan jak zwykle kazał mu mnie pilnować. Tępi idioci! Nie mam 5 lat! - Darła się.
- Spokojnie, nie rozumiem twojego oburzenia, ale nie denerwuj się tak,a teraz chodź. - Uspokoiłam ja i szybko dotarłyśmy na przystanek.
Gdy szłyśmy na niego Yuki nagle wzięła rozpęd i kopnęła Rena w kręgosłup.
- Ty pajacu! Jak zwykle słuchasz JEGO. Nadal jesteś jak jego pies! Zacznij myśleć sam! Jesteś na posyłki! Wkurzasz mnie! - Darła się jak opętana, kiedy chłopak wstawał z ziemi.Podbiegłam do niej i zaczęłam ja uciszać.
- Yuki, ludzie patrzą. Spokojnie. Nie powinnaś używać takich słów. - Mówiłam cicho.
- Niech patrzą i słuchają jaki z niego przydupas! - Wrzeszczała.
Reakcja Rena mnie zdziwiła... Wyjął z plecaka kawę i dał jej w milczeniu.Dziewczyna popatrzyła na niego wkurzona, ale wzięła kawę i momentalnie afera zniknęła. Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy do szkoły, w CISZY. Gdy wysiedliśmy to do naszej aferowiczki podbiegł jakiś chłopak.
- Widzę nowa stylówa. - Zagadał.
Chłopak obok mnie natychmiast podszedł do tego drugiego i spojrzał na niego karcąco. Yuki za to stała przerażona. Podeszłam do nich dynamicznie i spojrzałam na blondasa dokładniej.
- Widzę nowa Pani. - Wziął moja rękę i ucałował.
Ren natychmiast zmienił wyraz twarzy. Był wściekły.
- Kim jesteś? - Zapytałam.
- Kimś kogo pokochasz. - Mrugnął do mnie,a następnie złapał w tali.
Ren z automatu mu przywalił z pieści w twarz i przygwoździł do jakiegoś słupa
- Nie tykaj. - Syknął.
- A co? Ta też niby twoja? - Zaśmiał się.
- Przepraszam, co to ma znaczyć "twoja"? - Zapytałam.
- Ten kretyn uważa, że każda dziewczyna należy do niego i może się bawić jak mu się podoba.Ja u nie pozwalam i dziewczyny których mu dotykać nie pozwalam nazywa moimi.- Odparł Ren.
- Bo taka prawda, każda jest moja! - Krzyknął. - Ty kochanie też - Powiedział.
Teraz to mnie wkurzył. Podeszłam do Rena i dałam mu znak by odszedł, za to ja przypakowałam temu rozpieszczonemu bachorowi prosto w brzuch, że aż się biedaczek skręcił, po czym ruszyliśmy do szkoły.
czwartek, 20 marca 2014
Czyżby Yume? - Powrót do domu.
Razem z Rokusiem, Jordanem i Shu jechaliśmy dalej. Shu i Jordan wysiedli razem an następnym przystanku,a my z moim ukochanym na następnym. Spojrzałam jednoznacznie na Roko,a on już wiedział czego chce. Zaprowadził mnie do parku, na chwilę poszedł,a potem wrócił z moją ulubioną kawą.
- Dziękuję kochanie. - Ucieszyłam się.
- Nie masz za co. - Odparł i usiadł obok mnie, on pił swoja kawę.
- Ta nowa Miko, jest nawet fajna. - Zaczęłam rozmowę.
- Ja jej nie znam. - Odparł miażdżąc nasz temat.
- Myślisz, że do nas dołączy? - Zapytałam nieco smutnawo.
-Ehhh. Nie przeżywaj, Yuki ja polubiła. Jordan chyba też,a Ren do niej nic nie ma. Yuki zawsze wybiera spoko osoby, to się nie przejmuj. - Odrzekł.
- Chyba masz rację. - Odparłam nieco żywiej.
Wypiliśmy kawy i Roko jak zwykle odprowadził mnie do domu i pocałował na pożegnanie. Nie mieszkał daleko, jakieś dwie przecznice stąd. Weszłam do domu, gdzie jak zwykle stała moja mama w samej bieliźnie i się malowała.
- Witaj kochanie. - Wypaliła na dzień dobry.
- Dziś znowu noc poza domem? - Zapytałam.
- Wybacz. Taka praca. - Powiedziała jak zwykle.
- Mamo, nie musisz tego robić... - Odparłam.
- To dla nas ważne. Wiesz co by było bez pieniędzy. - Ubierała się w króciutką sukienkę.
- To znajdź inną pracę. - Powiedziałam.
- Zrozumiesz jak będziesz miała własne dzieci. - Zaczęła stylizować fryzurę.
- Nie będę praktykować puszczania się. - Warknęłam.
Matka jak zwykle wzięła głęboki oddech i odwróciła się do mnie.
- Mam taką nadzieję. Taka praca jest ciężka, do tego dochodzi do tego, że ma się większą potrzebę. - Powiedziała z żelazną twarzą.
- Chyba jeszcze nie jestem gotowa. - Powiedziałam po raz setny w moim krótkim życiu.
Zawsze ta rozmowa się kończyła w ten sposób, bo nie chciałam tego słyszeć,a mama zawsze całowała mnie wtedy w czoło i wychodziła, dziś się nic nie zmieniło. Usiadłam pod drzwiami i zaczęłam płakać. Dobrze wiedziałam, zę robi to dla nas, ale nie chciałam by płaciła za to ciałem. Po płaczu poszłam pod prysznic i woda leciała tak przez dłuższy czas, po czym jak wyszłam to zjadłam kanapkę z ogórkiem i napiłam się herbaty. ?Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać horror. Bałam się po nim tak strasznie, że pozapalałam wszystkie światła w domu i dopiero poszłam spać.
- Dziękuję kochanie. - Ucieszyłam się.
- Nie masz za co. - Odparł i usiadł obok mnie, on pił swoja kawę.
- Ta nowa Miko, jest nawet fajna. - Zaczęłam rozmowę.
- Ja jej nie znam. - Odparł miażdżąc nasz temat.
- Myślisz, że do nas dołączy? - Zapytałam nieco smutnawo.
-Ehhh. Nie przeżywaj, Yuki ja polubiła. Jordan chyba też,a Ren do niej nic nie ma. Yuki zawsze wybiera spoko osoby, to się nie przejmuj. - Odrzekł.
- Chyba masz rację. - Odparłam nieco żywiej.
Wypiliśmy kawy i Roko jak zwykle odprowadził mnie do domu i pocałował na pożegnanie. Nie mieszkał daleko, jakieś dwie przecznice stąd. Weszłam do domu, gdzie jak zwykle stała moja mama w samej bieliźnie i się malowała.
- Witaj kochanie. - Wypaliła na dzień dobry.
- Dziś znowu noc poza domem? - Zapytałam.
- Wybacz. Taka praca. - Powiedziała jak zwykle.
- Mamo, nie musisz tego robić... - Odparłam.
- To dla nas ważne. Wiesz co by było bez pieniędzy. - Ubierała się w króciutką sukienkę.
- To znajdź inną pracę. - Powiedziałam.
- Zrozumiesz jak będziesz miała własne dzieci. - Zaczęła stylizować fryzurę.
- Nie będę praktykować puszczania się. - Warknęłam.
Matka jak zwykle wzięła głęboki oddech i odwróciła się do mnie.
- Mam taką nadzieję. Taka praca jest ciężka, do tego dochodzi do tego, że ma się większą potrzebę. - Powiedziała z żelazną twarzą.
- Chyba jeszcze nie jestem gotowa. - Powiedziałam po raz setny w moim krótkim życiu.
Zawsze ta rozmowa się kończyła w ten sposób, bo nie chciałam tego słyszeć,a mama zawsze całowała mnie wtedy w czoło i wychodziła, dziś się nic nie zmieniło. Usiadłam pod drzwiami i zaczęłam płakać. Dobrze wiedziałam, zę robi to dla nas, ale nie chciałam by płaciła za to ciałem. Po płaczu poszłam pod prysznic i woda leciała tak przez dłuższy czas, po czym jak wyszłam to zjadłam kanapkę z ogórkiem i napiłam się herbaty. ?Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać horror. Bałam się po nim tak strasznie, że pozapalałam wszystkie światła w domu i dopiero poszłam spać.
środa, 19 marca 2014
Powrót do domu - Poznajemy Rena?
Pokierowałem się jak zwykle do głównego wyjścia, by zmienić buty. Jak zwykle cała nasza paczka już czekała, poza jedną niesforną dziewczynkę, która postanowiła wyjść na zakupy.
- Ren, a gdzie Yuki i ta nowa? - Zapytała Yume.
- Yuki zatargała ją na zakupy. - Odpowiedziałem zmieniając obuwie.
- Nie wzięły mnie?! - Przywaliła pięścią w szafeczkę.
- Uspokój się Yume, pewnie Miko nawet nie chciała iść. - Odezwał się Jordan.
- Tu nie o to chodzi! - Dziewczyna tupała wściekle nogami.
- Yume. - Powiedział twardo Roko, który jak zwykle stał jak gdyby nigdy nic i czekał byśmy wreszcie poszli.
- Przepraszam Rokuś. - Nie wiedzieć czemu, zawsze zdrabniała jego imię.
- Idziemy. - Zamknąłem szafkę i ruszyliśmy do domów.
Mieszkaliśmy śmiesznych odległościach, ale bywa. Poszliśmy na autobus, który miał przyjechać dopiero za dwadzieścia minut i jak zwykle zaczęła się rozmowa.
- Widział ktoś może dziś Lindę? - Zapytał Jordan.
- Ja nie. - Odparłem,a reszta za mną.
- Muszę do niej pójść. Na którą jutro macie? - Zapytał.
- Ja mam na 9.00. - Powiedziałem obojętnie.
- Roko na 7.00, a ja na 7.30. - Uśmiechnęła się Yume.
- Ehhhh. - Jordan wyglądał na złego.
- My mamy na 8.00.- Powiedział Shu.
- Czyli idziemy osobno? - Zasmuciła się dziewczyna.
- Na to wychodzi. - Odparłem.
- Yume, idziesz z Roko? - Zapytał czarnowłosy.
- Tak. - Dziewczyna złapała swojego chłopaka za rękę.
- Ren, wybacz,a le masz na jutro naszą ciamajdę i Miko. - Odparł.
- Nie ma opcji. - Powiedziałem.
- Raczej wyboru. Wiesz co się dzieje gdy ona chodzi sama. - Powiedział znużony.
- Będzie z tą nową. - Oparłem się o słup.
- Dokładnie, czyli z kimś kogo nie znamy do końca i szybko ulega Yuki. - Westchnął.
- Niech będzie, ale nie tacham nikomu torby. - Spojrzałem od niechcenia na rozkład jazdy autobusu.
-Dziękuję.- Dodał na koniec.
Jordan zawsze dbał o cała naszą paczkę. Sprawował rolę ojca, Yume matki, Roko starszego brata, za to reszta to takie dzieciaki. Zawsze każdy musiał być z kimś i go wspierać. Szczerze jestem w klasie artystycznej ze wzgląd an Yume i na wysoki poziom. Zawsze kierowano mnie w stronę prawa, gdy się zbuntowałem i uznałem, ze idę w stronę artystyczną rodzice nie szanują mnie tak jak kiedyś. Wiem, ze pójdę na fotografię,a wiedza mi się przyda, a za tym idzie jeszcze nasza modnisia, która zawsze ma dziwne pomysły i się wywyższa. No, ale co poradzić? Takie życie. W końcu przyjechał autobus. Wszyscy szybko weszliśmy,a każdy gadał miedzy sobą, tylko ja jak zwykle stałem cicho, chyba,z ę ktoś miał do mnie jakieś pytania. Po wyjściu z autobusu, jak zwykle poszliśmy do kawiarni i jak zwykle kupiłem tam kanapkę z kurczakiem, reszta swoje przysmaki, po czym czas gonił na przystanek metra, wiec szybko tam doszliśmy. Ja wysiadałem jako pierwszy, no więc nie musiałem za długo się męczyć w tłoku. Dotarłem do domu. Mama na obiad ugotowała jak zwykle Ramen. Zjadłem i poszedłem grać w OSU!, po czym kąpiel i sen.
- Ren, a gdzie Yuki i ta nowa? - Zapytała Yume.
- Yuki zatargała ją na zakupy. - Odpowiedziałem zmieniając obuwie.
- Nie wzięły mnie?! - Przywaliła pięścią w szafeczkę.
- Uspokój się Yume, pewnie Miko nawet nie chciała iść. - Odezwał się Jordan.
- Tu nie o to chodzi! - Dziewczyna tupała wściekle nogami.
- Yume. - Powiedział twardo Roko, który jak zwykle stał jak gdyby nigdy nic i czekał byśmy wreszcie poszli.
- Przepraszam Rokuś. - Nie wiedzieć czemu, zawsze zdrabniała jego imię.
- Idziemy. - Zamknąłem szafkę i ruszyliśmy do domów.
Mieszkaliśmy śmiesznych odległościach, ale bywa. Poszliśmy na autobus, który miał przyjechać dopiero za dwadzieścia minut i jak zwykle zaczęła się rozmowa.
- Widział ktoś może dziś Lindę? - Zapytał Jordan.
- Ja nie. - Odparłem,a reszta za mną.
- Muszę do niej pójść. Na którą jutro macie? - Zapytał.
- Ja mam na 9.00. - Powiedziałem obojętnie.
- Roko na 7.00, a ja na 7.30. - Uśmiechnęła się Yume.
- Ehhhh. - Jordan wyglądał na złego.
- My mamy na 8.00.- Powiedział Shu.
- Czyli idziemy osobno? - Zasmuciła się dziewczyna.
- Na to wychodzi. - Odparłem.
- Yume, idziesz z Roko? - Zapytał czarnowłosy.
- Tak. - Dziewczyna złapała swojego chłopaka za rękę.
- Ren, wybacz,a le masz na jutro naszą ciamajdę i Miko. - Odparł.
- Nie ma opcji. - Powiedziałem.
- Raczej wyboru. Wiesz co się dzieje gdy ona chodzi sama. - Powiedział znużony.
- Będzie z tą nową. - Oparłem się o słup.
- Dokładnie, czyli z kimś kogo nie znamy do końca i szybko ulega Yuki. - Westchnął.
- Niech będzie, ale nie tacham nikomu torby. - Spojrzałem od niechcenia na rozkład jazdy autobusu.
-Dziękuję.- Dodał na koniec.
Jordan zawsze dbał o cała naszą paczkę. Sprawował rolę ojca, Yume matki, Roko starszego brata, za to reszta to takie dzieciaki. Zawsze każdy musiał być z kimś i go wspierać. Szczerze jestem w klasie artystycznej ze wzgląd an Yume i na wysoki poziom. Zawsze kierowano mnie w stronę prawa, gdy się zbuntowałem i uznałem, ze idę w stronę artystyczną rodzice nie szanują mnie tak jak kiedyś. Wiem, ze pójdę na fotografię,a wiedza mi się przyda, a za tym idzie jeszcze nasza modnisia, która zawsze ma dziwne pomysły i się wywyższa. No, ale co poradzić? Takie życie. W końcu przyjechał autobus. Wszyscy szybko weszliśmy,a każdy gadał miedzy sobą, tylko ja jak zwykle stałem cicho, chyba,z ę ktoś miał do mnie jakieś pytania. Po wyjściu z autobusu, jak zwykle poszliśmy do kawiarni i jak zwykle kupiłem tam kanapkę z kurczakiem, reszta swoje przysmaki, po czym czas gonił na przystanek metra, wiec szybko tam doszliśmy. Ja wysiadałem jako pierwszy, no więc nie musiałem za długo się męczyć w tłoku. Dotarłem do domu. Mama na obiad ugotowała jak zwykle Ramen. Zjadłem i poszedłem grać w OSU!, po czym kąpiel i sen.
wtorek, 18 marca 2014
Dom...
Nagle podbiegła do nas jakaś dziewczynka.
- Onee - Chan! Obiecałaś, że do mnie przyjdziesz. - Powiedziała, nieco zła.
- Chi, tak nie ładnie. To jest Chi, moja kuzynka. - Przedstawiła ją.
- Miło mi, jestem Miko. - Odparłam.
- Miko - Chan? - Zapytała przechylając lekko główkę.
- Jutro obiecuję, ze przyjdę z Yume i pójdziemy na plac, dobrze? - Zapytała.
- Trzymam Cię za słowo. - Krzyknęła odbiegając.
- Przecież jutro szkoła. - Powiedziałam nieco zdziwiona.
- Tak, ale lekcje będą tylko do 16. - Odparła.
- Skąd wiesz?- Zapytałam zdziwiona.
- Co roku maja tak 3 gimnazjum. Siedzimy w szkole najkrócej. Pierwsza ma do godziny 20, druga za to do 18. - Powiedziała wyrzucając papierek po jedzeniu.
- Długo... - Szepnęłam.
- Nie przesadzaj. - Zachichotała.
- U mnie lekcje były od 8 do 15. - Odparłam.
- Wybrałaś sobie szkołę, po której możesz iść nawet do najlepszej szkoły na świecie. Nie spodziewałaś się chyba czegoś takiego. - Odparła, patrząc się na mnie.
- Sama nie wiem. - Zadumałam się.
- Dobra, nie ważne. Wracajmy do domu. - Powiedziała i obydwie ruszyłyśmy w kierunku metra.
Yuki wysiadała dwa przystanki dalej, ale to nie miało dla mnie większego znaczenia, bo przyzwyczaiłam się do samotności. Wróciłam do domu, poszłam do pokoju i włączyłam telewizor, następnie rozebrałam się do bielizny i paradowałam tak do póki nie zrobiłam sobie herbaty. Usiadłam an łóżko i na szafce nocnej postawiłam szklankę zielonego napoju, po czym na kolanach ustawiłam biały laptop. Szybko zalogowałam ię na portal społecznościowy Mixi.Miałam tam pełno znajomych,a nawet kilku bliższych, jednak dziś nie rozmawiałam z nikim. Szybko przejechałam aktualności i wyłączyłam laptopa. Następnie poszłam pod prysznic. Włączyłam mój ulubiony serial z gwiazdami jpop'u i oglądałam z jakąś godzinkę, po czym poszłam spać.
- Onee - Chan! Obiecałaś, że do mnie przyjdziesz. - Powiedziała, nieco zła.
- Chi, tak nie ładnie. To jest Chi, moja kuzynka. - Przedstawiła ją.
- Miło mi, jestem Miko. - Odparłam.
- Miko - Chan? - Zapytała przechylając lekko główkę.
- Jutro obiecuję, ze przyjdę z Yume i pójdziemy na plac, dobrze? - Zapytała.
- Trzymam Cię za słowo. - Krzyknęła odbiegając.
- Przecież jutro szkoła. - Powiedziałam nieco zdziwiona.
- Tak, ale lekcje będą tylko do 16. - Odparła.
- Skąd wiesz?- Zapytałam zdziwiona.
- Co roku maja tak 3 gimnazjum. Siedzimy w szkole najkrócej. Pierwsza ma do godziny 20, druga za to do 18. - Powiedziała wyrzucając papierek po jedzeniu.
- Długo... - Szepnęłam.
- Nie przesadzaj. - Zachichotała.
- U mnie lekcje były od 8 do 15. - Odparłam.
- Wybrałaś sobie szkołę, po której możesz iść nawet do najlepszej szkoły na świecie. Nie spodziewałaś się chyba czegoś takiego. - Odparła, patrząc się na mnie.
- Sama nie wiem. - Zadumałam się.
- Dobra, nie ważne. Wracajmy do domu. - Powiedziała i obydwie ruszyłyśmy w kierunku metra.
Yuki wysiadała dwa przystanki dalej, ale to nie miało dla mnie większego znaczenia, bo przyzwyczaiłam się do samotności. Wróciłam do domu, poszłam do pokoju i włączyłam telewizor, następnie rozebrałam się do bielizny i paradowałam tak do póki nie zrobiłam sobie herbaty. Usiadłam an łóżko i na szafce nocnej postawiłam szklankę zielonego napoju, po czym na kolanach ustawiłam biały laptop. Szybko zalogowałam ię na portal społecznościowy Mixi.Miałam tam pełno znajomych,a nawet kilku bliższych, jednak dziś nie rozmawiałam z nikim. Szybko przejechałam aktualności i wyłączyłam laptopa. Następnie poszłam pod prysznic. Włączyłam mój ulubiony serial z gwiazdami jpop'u i oglądałam z jakąś godzinkę, po czym poszłam spać.
poniedziałek, 17 marca 2014
Grrrr
Przepraszam za takie długie przerwy w pisaniu, jednak szkoła i te sprawy... Dużo nauki i to mi jakoś nie pozwala na mą twórczość, jednak będę się starać pisać, jak najczęściej :3
Zakupy :3
Jak zwykle wkopałam się w coś z uprzejmości. Chodzenie po sklepach jednak sprawiło mi ogromną przyjemność... Yuki była świetna jeśli chodzi o modę. Znajdowała śliczne buty i ubrania. Znalazła mi kilka par butów i powiedziała, że będziemy ćwiczyć codziennie rano razem, co nie przeczę bardzo mi się spodobało.
Buty na każdą okazję i świetnie do mnie pasowały, dalej napiłyśmy się trochę kawy.
Później ruszyłyśmy na podbój sklepów z ciuchami.
I wiele wiele innych. Mam nadzieję, że rodzice pójdą na coś takiego, albo lepiej jak nic im nie powiem. Później poszłyśmy na naleśniki, których jak dotąd nie miałam okazji skosztować.
- Hej, Yuki... - Zaczęłam nieśmiało kiedy usiadłyśmy an jakimś murku.
- Słucham. - Uśmiechnęła się, zajadając naleśnika z malinami.
- Czemu nie masz praktycznie przyjaciółek? - Zapytałam.
- Cóż, to przez to, że rzadko, z którą gadałam, w końcu wszystkie mnie zostawiły,a ja siedziałam z chłopakami, zawsze gdy próbowałam kogoś znaleźć to okazywało się, że tylko przez pieniądze ktoś mnie lubił. W klasie mam raczej samotniczki, ale da się z nimi pogadać.
- Trochę to dziwne... - Odparłam.
- A ty? - Zapytała.
- Co? - Zdziwiłam się.
- Pewnie masz dużo przyjaciółek, to czemu się przeniosłaś? - Zapytała.
- Właśnie przez ich brak.. Ehhh. Przez świetne stopnie nie miałam przyjaciół, czy nawet poparcia u nauczycieli, zakazywano mi chodzić na kółka itp. W końcu się przeniosłam. - Powiedziałam.
- Przykro mi... Jednak chyba właśnie spotkałaś odpowiednie osoby. - Położyła mi rękę na ramieniu.
- Tak, to chyba tego miejsca szukałam. - Uśmiechnęłam się radośnie.
piątek, 21 lutego 2014
Pierwsza lekcja?
Przepraszam za chwilowy zastój! Życie prywatne rozwala system :I.
Apel trwał około 6 godzin podczas których zostali przedstawieni nowi uczniowie, wprowadzono sztandary, obwieszczono zasady, przydzielono jeszcze raz klasy, oraz przedstawiono film, który pokazuje nam projekt gimnazjalny. Następnie podano nam temat projektu gimnazjalnego dla 3 klas gimnazjum. Nie mam pojęcia czemu akurat robi się to tak późno zwłaszcza kiedy nacisk kladzie się na egzaminy. Temat brzmiał: Przedstaw w grupie waszą przyszłość. Od razu na ustach uczniów zagościły uśmiechy, jedynie ja zesmutniałam. Nie wiedziałam co chcę robić dalej, ani tym bardziej do jakiego liceum pójdę. Po apelu na którym było omówienie wielu ważnych spraw udaliśmy się do klas. Byłam w klasie artystycznej. Okazało się, ze Yuki też w niej jest i do tego Ren. Yuki z automatu zatargała mnie obok siebie. Do klasy weszła nasza wychowawczyni. Była ładna i wyglądała na poważną. Każdy zajął swoje miejsce.
- Witam was w kolejnym roku szkolnym. Dołączyła do nas nowa uczennica. Przedstaw się proszę. - Powiedziała niskim bardzo kobiecym głosem.
Podeszłam nieco spięta do tablicy i napisałam swoje imię.
- Nazywam się Miko. Miło was poznać. - Powiedziałam drżącym głosem.
- Spokojnie Miko. Nie stresuj się tak. - Dotknęła mego ramienia.
- Mam pytanko! - Uniosła rękę jakaś blondynka.
- Moja szkoła wystawiła mi 5. - Odparłam nieco ciszej.
- Wiesz ile jest poziomów? - Zapytała przygryzając fioletowy czubek ołówka.
- Razem 20. - Oznajmiłam.
- Najwyższy w naszej klasie to 12, a najniższy będzie twój. - Zmarszczyła brwi.
- Nadrobię zaległości. - Odparłam twardo.
- Kółko plastyczne nie jest w tym roku otwarte.Cris. - Wyszeptał jakiś chłopak.
- To nadrobię to inaczej.- Zaczerwieniłam się.
- Hej! Spokojnie pomożemy Ci. Akai. - Powiedziała jakaś dziewczyna z uśmiechem.
- Są egzaminy, nie ma czasu na rozwijanie takich rzeczy w 3 klasie. Yami. - Doszła kolejna osóbka.
- Racja, sama sobie dam radę. - Zesmutniałam kompletnie.
- Nie dasz rady. Możemy zostawać po lekcjach cała klasą i uczyć się dodatkowo, w końcu i tak wiem, że każdy z was to robi potajemnie. Kaze.
- Racja, zgadzam się z nią. Dajmy z siebie wszystko.Tsuki.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się w końcu, a wszyscy popatrzyli na siebie jakby z większym przekonaniem co do mnie.
- Siadaj proszę. - Odrzekła senpai.
Szybko usiadłam i czekałam na ciąg dalszy naszej lekcji przygotowawczej.
- Jestem Kawashita Mizuki. Uczę j.Angielskiego. Zacznijmy od początku. Nie przygotowałam jeszcze planu jak będziecie siedzieć, więc jak na razie siedzicie tak. Plan lekcji pojawi się już jutro o godzinie 14.30 na tablicy informacyjnej przed szkołą. Zostanie on zdjęty następnego dnia o godzinie 11.30. Czego będziecie mieli najwięcej w tym roku? Cóż wydaje mi się, ze matematyki, japońskiego, angielskiego, historii oraz zajęć przyrodniczych, co oznacza mniej wf-u ponieważ będziecie mieli sporo zajęć artystycznych. Wyjazdy i wyjścia organizowane będą dopiero po egzaminie. Chyba, że będą jakieś wolne dni wtedy możemy pójść gdzieś razem. Jeżeli chodzi o zajęcia dorywcze do egzaminu w tym roku będą od godziny 17.00 - 19.00.
- TAK! - Wydarła się Yuki przewracając krzesło.
- Yuki proszę Cię opanuj radość. - Senpai wzięła głęboki oddech.
- Wiem, że to nowość, ale dasz radę.
- Ano... - Podniosłam rękę.
- Słucham. - Powiedziała Senpai.
- Nie rozumiem o co chodzi. - Powiedziałam.
- Cóż normalnie takie zajęcia trwały od godziny 20.00 - 23.30. - W tym momencie szczęka mi opadła!
- J-Jak to?! - Wydusiłam z siebie.
- Dzieciaki miały dłużej lekcje, choć zaczynali o 7.00. - Odparła niewzruszona.
- Codziennie!? - Zdziwiłam się.
- Dokładnie. - Odparła.
Przez myśl by mi nie przeszło, że taki jest tu nacisk na naukę,a co dopiero w takich godzinach! Jednak po nich nie widać zbytniego szczęścia.
- To bez sensu, dłuższe godziny nauki pozwalały nam na większą wiedzę i zyskanie umiejętności. - Wtrąciła Yami.
- Tak, ale nie skończyłam. Dla wielbicieli szkoły zapraszamy też w niedzielę od 11.00 do 21.00. Macie kilka przedmiotów i każdy po godzinie lekcyjnej. Macie jedną przerwę godzinną i to wszystko. Jeżeli chodzi o święta w stylu festiwal to niestety nie zajmujecie się nim w tym roku. Projekt ma zostać wykonany na 15.12 tego roku oczywiście. Nauczyciele pozostają Ci sami. Miko, bez żadnych niedomówień. Wasza klasa ma najbardziej surowych nauczycieli w całej szkole, żadna inna klasa nie ma ich wszystkich na raz. - Spojrzała na mnie spokojnie, za to ja wyglądałam jakbym odchodziła do innego świata!
- Senpai kiedy znajdziemy czas na robienie projektu? - Zapytała Lizzy.
- To wasza sprawa, ja mogę tylko pomóc przy trudniejszych sprawach. - Odparła.
- Jesteśmy klasą artystyczna, a ty chcesz pomocy? - Skrzywił się Cris.
- W sumie to ma być współpraca miedzy nami. - Dodałam swoje zdanie.
- Dobrze to wszystko na dziś. Zbierać manatki, macie wolne. Jutro na 9.00. - Powiedział wychowawczyni po czym wyszła z klasy.
Wszyscy zaczęli brać to co mieli i się zbierać. Ja zaś westchnęłam i juz chciałam wstawać kiedy nad moją ławką stanela moja jakże urocza koleżanka.
- Idziemy na zakupy! - Oznajmiła po czym zatargała mnie na korytarz.
- Yuki, ale ja nie jestem... - Chciałam wyznać prawdę, ale cóż jak zwykle ona juz znała odpowiedź.
- Super bogata laską? Wiem, ja stawiam. - Uśmiechnęła się.
- Nie ma opcji. Nie będę miała jak oddać, bym musiała znaleźć pracę dorywczą, ale w moim wieku to niemożliwe. - Zaczęłam tłumaczyć.
- Kto mówił o oddawaniu? - Zapytała zdziwiona.
- Ty z choinki się urwałaś? - Zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
- Nie, ja stawiam, bez oddawania. Sprawi mi to przyjemność... Nie mam wielu przyjaciółek, właściwie tylko Yume, ale ona ma Roko i z nim spędza wolny czas, a ja? Ja siedzę z chłopakami. - Powiedziała smutno.
- Dobrze pójdę z Tobą. - Odrzekłam skruszona jej postawą.
- YAY! - Podskoczyła.
- Spokojnie to tylko zakupy. - Uspokajałam ją.
- Ren! Powiedz chłopakom, ze idę dziś z Miko na miasto, wiec jutro się spotkamy, dobra? - Walnęła w niego jak młotem w głowę tymi słowami.
Chyba ja lubił, ale nie chciał tego pokazywać.
- Nie am sprawy. - Odparł,a po tych słowach Yuki złapała mnie za rękę i zaczęla biec jak szalona do szafek z butami...
Apel trwał około 6 godzin podczas których zostali przedstawieni nowi uczniowie, wprowadzono sztandary, obwieszczono zasady, przydzielono jeszcze raz klasy, oraz przedstawiono film, który pokazuje nam projekt gimnazjalny. Następnie podano nam temat projektu gimnazjalnego dla 3 klas gimnazjum. Nie mam pojęcia czemu akurat robi się to tak późno zwłaszcza kiedy nacisk kladzie się na egzaminy. Temat brzmiał: Przedstaw w grupie waszą przyszłość. Od razu na ustach uczniów zagościły uśmiechy, jedynie ja zesmutniałam. Nie wiedziałam co chcę robić dalej, ani tym bardziej do jakiego liceum pójdę. Po apelu na którym było omówienie wielu ważnych spraw udaliśmy się do klas. Byłam w klasie artystycznej. Okazało się, ze Yuki też w niej jest i do tego Ren. Yuki z automatu zatargała mnie obok siebie. Do klasy weszła nasza wychowawczyni. Była ładna i wyglądała na poważną. Każdy zajął swoje miejsce.
- Witam was w kolejnym roku szkolnym. Dołączyła do nas nowa uczennica. Przedstaw się proszę. - Powiedziała niskim bardzo kobiecym głosem.
Podeszłam nieco spięta do tablicy i napisałam swoje imię.
- Nazywam się Miko. Miło was poznać. - Powiedziałam drżącym głosem.
- Spokojnie Miko. Nie stresuj się tak. - Dotknęła mego ramienia.
- Mam pytanko! - Uniosła rękę jakaś blondynka.
- Tak? - Zapytałam.
- Jestem Lizzy. Skąd przyjechałaś?
- Miło mi. Z miasteczka Tama. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
Jakaś inna dziewczyna podniosła delikatnie dłoń.
- Tak? - Zapytała senpai.
- Jaki masz poziom artystyczny? Marie. - Zapytała dziewczyna.- Moja szkoła wystawiła mi 5. - Odparłam nieco ciszej.
- Wiesz ile jest poziomów? - Zapytała przygryzając fioletowy czubek ołówka.
- Razem 20. - Oznajmiłam.
- Najwyższy w naszej klasie to 12, a najniższy będzie twój. - Zmarszczyła brwi.
- Nadrobię zaległości. - Odparłam twardo.
- Kółko plastyczne nie jest w tym roku otwarte.Cris. - Wyszeptał jakiś chłopak.
- To nadrobię to inaczej.- Zaczerwieniłam się.
- Hej! Spokojnie pomożemy Ci. Akai. - Powiedziała jakaś dziewczyna z uśmiechem.
- Są egzaminy, nie ma czasu na rozwijanie takich rzeczy w 3 klasie. Yami. - Doszła kolejna osóbka.
- Racja, sama sobie dam radę. - Zesmutniałam kompletnie.
- Nie dasz rady. Możemy zostawać po lekcjach cała klasą i uczyć się dodatkowo, w końcu i tak wiem, że każdy z was to robi potajemnie. Kaze.
- Racja, zgadzam się z nią. Dajmy z siebie wszystko.Tsuki.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się w końcu, a wszyscy popatrzyli na siebie jakby z większym przekonaniem co do mnie.
- Siadaj proszę. - Odrzekła senpai.
Szybko usiadłam i czekałam na ciąg dalszy naszej lekcji przygotowawczej.
- Jestem Kawashita Mizuki. Uczę j.Angielskiego. Zacznijmy od początku. Nie przygotowałam jeszcze planu jak będziecie siedzieć, więc jak na razie siedzicie tak. Plan lekcji pojawi się już jutro o godzinie 14.30 na tablicy informacyjnej przed szkołą. Zostanie on zdjęty następnego dnia o godzinie 11.30. Czego będziecie mieli najwięcej w tym roku? Cóż wydaje mi się, ze matematyki, japońskiego, angielskiego, historii oraz zajęć przyrodniczych, co oznacza mniej wf-u ponieważ będziecie mieli sporo zajęć artystycznych. Wyjazdy i wyjścia organizowane będą dopiero po egzaminie. Chyba, że będą jakieś wolne dni wtedy możemy pójść gdzieś razem. Jeżeli chodzi o zajęcia dorywcze do egzaminu w tym roku będą od godziny 17.00 - 19.00.
- TAK! - Wydarła się Yuki przewracając krzesło.
- Yuki proszę Cię opanuj radość. - Senpai wzięła głęboki oddech.
- Wiem, że to nowość, ale dasz radę.
- Ano... - Podniosłam rękę.
- Słucham. - Powiedziała Senpai.
- Nie rozumiem o co chodzi. - Powiedziałam.
- Cóż normalnie takie zajęcia trwały od godziny 20.00 - 23.30. - W tym momencie szczęka mi opadła!
- J-Jak to?! - Wydusiłam z siebie.
- Dzieciaki miały dłużej lekcje, choć zaczynali o 7.00. - Odparła niewzruszona.
- Codziennie!? - Zdziwiłam się.
- Dokładnie. - Odparła.
Przez myśl by mi nie przeszło, że taki jest tu nacisk na naukę,a co dopiero w takich godzinach! Jednak po nich nie widać zbytniego szczęścia.
- To bez sensu, dłuższe godziny nauki pozwalały nam na większą wiedzę i zyskanie umiejętności. - Wtrąciła Yami.
- Tak, ale nie skończyłam. Dla wielbicieli szkoły zapraszamy też w niedzielę od 11.00 do 21.00. Macie kilka przedmiotów i każdy po godzinie lekcyjnej. Macie jedną przerwę godzinną i to wszystko. Jeżeli chodzi o święta w stylu festiwal to niestety nie zajmujecie się nim w tym roku. Projekt ma zostać wykonany na 15.12 tego roku oczywiście. Nauczyciele pozostają Ci sami. Miko, bez żadnych niedomówień. Wasza klasa ma najbardziej surowych nauczycieli w całej szkole, żadna inna klasa nie ma ich wszystkich na raz. - Spojrzała na mnie spokojnie, za to ja wyglądałam jakbym odchodziła do innego świata!
- Senpai kiedy znajdziemy czas na robienie projektu? - Zapytała Lizzy.
- To wasza sprawa, ja mogę tylko pomóc przy trudniejszych sprawach. - Odparła.
- Jesteśmy klasą artystyczna, a ty chcesz pomocy? - Skrzywił się Cris.
- W sumie to ma być współpraca miedzy nami. - Dodałam swoje zdanie.
- Dobrze to wszystko na dziś. Zbierać manatki, macie wolne. Jutro na 9.00. - Powiedział wychowawczyni po czym wyszła z klasy.
Wszyscy zaczęli brać to co mieli i się zbierać. Ja zaś westchnęłam i juz chciałam wstawać kiedy nad moją ławką stanela moja jakże urocza koleżanka.
- Idziemy na zakupy! - Oznajmiła po czym zatargała mnie na korytarz.
- Yuki, ale ja nie jestem... - Chciałam wyznać prawdę, ale cóż jak zwykle ona juz znała odpowiedź.
- Super bogata laską? Wiem, ja stawiam. - Uśmiechnęła się.
- Nie ma opcji. Nie będę miała jak oddać, bym musiała znaleźć pracę dorywczą, ale w moim wieku to niemożliwe. - Zaczęłam tłumaczyć.
- Kto mówił o oddawaniu? - Zapytała zdziwiona.
- Ty z choinki się urwałaś? - Zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
- Nie, ja stawiam, bez oddawania. Sprawi mi to przyjemność... Nie mam wielu przyjaciółek, właściwie tylko Yume, ale ona ma Roko i z nim spędza wolny czas, a ja? Ja siedzę z chłopakami. - Powiedziała smutno.
- Dobrze pójdę z Tobą. - Odrzekłam skruszona jej postawą.
- YAY! - Podskoczyła.
- Spokojnie to tylko zakupy. - Uspokajałam ją.
- Ren! Powiedz chłopakom, ze idę dziś z Miko na miasto, wiec jutro się spotkamy, dobra? - Walnęła w niego jak młotem w głowę tymi słowami.
Chyba ja lubił, ale nie chciał tego pokazywać.
- Nie am sprawy. - Odparł,a po tych słowach Yuki złapała mnie za rękę i zaczęla biec jak szalona do szafek z butami...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)